Niesforni i pomysłowi. O korzeniach rosyjskiej alternatywy.

Przecież koncerty domowe istniały tylko dlatego, że nie było innych: nie mając do dyspozycji klubów i sal koncertowych, musieliśmy grać na mieszkaniach. To była taka desperacka forma przeżycia. Lecz wraz z upływem lat i wieków okazało się, że jest to forma całkiem samodzielna, a nawet lepsza, niż zwykłe koncerty

Boris Grebenshchikov, słowo wstępne na koncercie „Kwartirnik” w roku 2005.

W Rosji o muzykach rockowych często mówi się, że są poetami naszych czasów. Trzeba przyznać, że jest to uzasadnione – niekiedy twórcy przywiązują nawet większą uwagę do tekstu niż do aranżacji muzycznej, a w ich twórczości możemy znaleźć prawie wszystkie tematy, jakie kiedykolwiek pojawiały się w literaturze różnych epok. Nie jest im obca również „bajroniczna”, buntownicza postawa wobec świata, która być może dzisiaj nie odgrywa już tak wielkiej roli, jak 30 lat temu. W ZSRR zaś rock stanowił swojego rodzaju subkulturę. Przynależność do której zakładała pewien styl zachowania i myślenia, niekoniecznie zbieżny z poglądami propagowanymi przez ustrój polityczny, co automatycznie odcinało muzyków od możliwości jakiegokolwiek kontaktu z publicznością, ponieważ organizacja wystąpień w nawet niewielkich salach koncertowych wymagała pozwolenia od organów nadrzędnych. To samo dotyczyło nagrań studyjnych – jedynym oficjalnym producentem płyt gramofonowych była firma „Melodia” (Мелодия), a droga do niej także była zamknięta przed wszystkimi niewygodnymi dla władzy.

Jednak dość szybko znaleziono alternatywę: pojawiły się tzw. „kwartirniki”- koncerty w mieszkaniach. Wśród znajomych muzyków szukano tego, kto dysponowałby odpowiednią powierzchnią mieszkalną i wyrażał zgodę na organizację przyjęcia u siebie w domu. Oczywiście, nie było żadnych afiszy, wszystkie informacje przekazywano sobie nawzajem, organizatorzy sprzedawali samodzielne bilety i ostatecznie kto chciał, ten wiedział, gdzie, i o której godzinie gra jego ulubiony zespół. Siłą rzeczy możliwości techniczne kwartirników były dość ograniczone, grano najczęściej akustycznie, nie mogły one również przyjąć wielu widzów jednocześnie. Jednak dzięki temu tworzył się wyjątkowy klimat kameralnej imprezy dla „swoich”, pozwalający na maksymalnie bliski kontakt z publicznością, umożliwiający zadawanie pytań czy zamówienie następnej piosenki.

Przedstawiciele władzy różnie patrzyli na to zjawisko. Za czasów Breżniewa traktowano je dość łagodnie i jeżeli zdarzało się przyłapać kogoś na organizacji kwartirnika, co skutkowało jedynie ustnym upomnieniem. Natomiast w latach 1983-1985 organizacja tego rodzaju imprezy była kwalifikowana jako nielegalna działalność gospodarcza i zagrożona była karą więzienia. Mimo tego kwartirniki były popularne na terenie całego kraju do końca lat 80. Zmiana ustroju w latach 90. przyniosła ze sobą inną politykę kulturową: pojawiła się wolność słowa, która miała dość zróżnicowany wpływ na kulturę masową, ale zdecydowanie otworzyła nowe możliwości przed wybitnymi artystami, przedtem zmuszanymi do „chowania się po kątach”.

To właśnie koncertom w mieszkaniach zawdzięczamy większość nagrań z tamtych czasów: występy rejestrowano na kasetach magnetofonowych, które później fani przegrywali od siebie nawzajem. Ten sposób miał swoją nazwę – „magnitoizdat”, gdyż było kontynuacją istniejącego jeszcze w latach 60., nielegalnego obiegu poezji śpiewanej. Jakość takich nagrań, oczywiście, pozostawiała wiele do życzenia. Na szczęście istniały też podziemne studia nagraniowe przy teatrach i pałacach kultury. Zwykle wśród znajomych muzyków znajdowała się jakaś osoba związana z reżyserią dźwięku, która po nocach wprowadzała zespół do studia, a później profesjonalnie opracowywała nagrania. W Petersburgu na przykład przez lata funkcjonowało legendarne studio w pomieszczeniu Koła Reżyserii Dźwiękowej przy Domu Pionierów na ulicy Panfiłowa. Prowadził je muzyk i wydawca, Andriej Tropillo, którego z dzisiejszej perspektywy można by było nazwać pierwszym producentem muzycznym w Związku Radzieckim. W nieoficjalnym studio „An Trop” Tropillo nie tylko nagrywał artystów na sprzęcie sprowadzonym z „Melodii”, ale często sam występował na płytach jako muzyk czy wokalista wspierający, a także zajmował się organizacją koncertów. Gromadził wokół siebie najwybitniejszych przedstawicieli leningradzkiego rocka, m. in. takie zespoły jak Akwarium (Аквариум), Maszyna Czasu (Машина Времени), Kino (Кино), Zoo (Зоопарк) i Alisa (Алиса).

Warto dodać, że tradycja nagrań podziemnych w Związku Radzieckim miała dość bogatą historię: jej korzenie wiążą się z subkulturą Stilagi, odpowiednikiem polskich Bikiniarzy,
i sięgają lat 50., gdy miłośnicy zachodniego rocka oraz jazzu wpadli na pomysł nagrywania zakazanych utworów na zdjęcia rentgenowskie. Ten sposób dostał nazwę „jazzu na kościach” (albo też „rocka na żebrach”) i był dość popularny wśród niesfornej („złotej”) młodzieży, zanim w ich życiu pojawił się magnetofon. Nagrania te jednak nie były trwałe, z upływem czasu klisza się skręcała i nagranie ulegało zniszczeniu.

Nagrania podziemne przeszły już do historii jako osobne zjawisko kulturowe, często
się o nich wspomina, ale nikt za nim raczej nie tęskni, czego nie można powiedzieć o koncertach w mieszkaniach. Taka forma okazała się dla artystów doskonałym sprawdzianem szczerości
i autentyczności talentu, nie mogli oni ani schować się za ładną aranżacją i efektownym oświetleniem, ani uciec do charakteryzatorni tuż po występach. Być może dlatego w ostatnich latach obserwujemy renesans tej formy. Jest ona dość popularna wśród niszowych artystów znanych wąskiemu kręgowi odbiorców, natomiast popularni muzycy robią koncerty stylizowane na kwartirniki: grają akustykę w małych salach, a kontakt z widownią nawiązują poprzez pytania na kartkach od słuchaczy. Bilet na taki kwartirnik znanego zespołu dzisiaj kosztuje znacznie więcej niż na zwykłe przedstawienie. Niszowe koncerty w mieszkaniach pod tym względem są bardziej dostępne, niekiedy wstęp na nie jest nawet wolny (po wcześniejszej rejestracji). W Petersburgu najbardziej znane są „Kwartirniki u Gorochovskogo”: gospodarz mieszkania przy ulicy Babuszkina gości pod swoim dachem mnóstwo ciekawych osobowości twórczych i zaprasza do siebie wszystkich miłośników muzyki, poezji oraz, oczywiście, niepowtarzalnych kameralnych klimatów.

Foto: Velissa Zamskaya

Previous articleEncounter – gra na serio
Next articleBezdomna Moskwa
Anna Svetlova
Kulturoznawczyni, lektorka, tłumaczka. Urodziła się i wychowała się w Petersburgu. Absolwentka studiów komparatystycznych w Krakowie, doktorantka na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Więcej od tego autora

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here

Powiązane

Podcast "Z Polską na Ty"spot_img

Ostatnie wpisy

Gabriela Grzywińska: „Największą rozrywką jest dla mnie teraz sam Petersburg”

W lutym 2021 roku do słynnego rosyjskiego klubu Zenit Sankt Petersburg dołączyła Gabriela Grzywińska, 25-letnia piłkarka pochodząca z Krakowa. Została pierwszą Polką, która podpisała...

Odcinek 4 – Jan Paweł II – papież

https://anchor.fm/gazeta-petersburska/embedПредставляем вашему вниманию новый выпуск подкаста «С Польшей на „ты”»! В рамках рубрики «Поляки, изменившие ход истории» ведущий Денис Щеглов продолжает разговор с доминиканцем...

Żal, że niedzielne spotkanie nie trwało dłużej

Kolejne inauguracyjne spotkanie dzieci Macierzy w dniu 17 października poświęcono Adamowi Mickiewiczowi i jego  utworom.Tym razem na zajęcia w ramach programu Polskiej Macierzy Szkolnej...

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na newsletter Gazety Petersburskiej