Nikozja, styczeń 2011
Polonia i Polacy na Cyprze
Równolegle, od lat 60-tych, na wyspę zaczęły przybywać głównie Polki, małżonki Cypryjczyków poznanych na studiach w Polsce. W latach 90-tych stanowiły już 350-osobową mniejszość narodową – trzon Polonii.
W drugiej połowie 2004 r., po wejściu Cypru i Polski do Unii Europejskiej 1 maja tegoż roku, na Cypr przybyły setki, które w bardzo szybkim czasie przemieniły się w tysiące, Polaków. Stanowcza większość nowoprzyjezdnych – głównie mężczyźni – przyjechała „na próbę” z planami pobytu na rok lub dwa, a jeśli się powiedzie, pozostanie na dłużej. Wielu wyjechało rozczarowanych w ciągu pierwszych miesięcy. W ich miejsce przybyli inni, ale już lepiej poinformowani o warunkach życia i pracy. Ich oczekiwania były bardziej realistyczne, ale wymagania bardziej konkretne. Dzisiaj rzadko już słyszy się rozpaczliwe historie życiowe; coraz częściej spotyka się osoby dobrze sobie radzące, prowadzące tryb życia podobny innym narodowościom. Rotacja trwa – każdego roku dużo osób wyjeżdża, bo albo osiągnęli co sobie założyli, albo doszli do wniosku, że jednak chcą mieszkać w Polsce. W ich miejsce przyjeżdżają inni, a wśród nich coraz więcej rodzin. Z pewnością przyczyną jest pogoda i wolny, bardziej zrelaksowany tryb życia.
Zupełnie inaczej sytuacja wygląda z Polonią. Lata pobytu poza krajem ojczystym wymazują z pamięci obrazy, a z języka słowa, ale nigdy nie wymażą z serca nostalgicznej tęsknoty za krajem dzieciństwa. To ta tęsknota powoduje, że przynajmniej w jakimś stopniu trzeba Polskę odtworzyć, przynajmniej na dzień, na godzinę. Im dłuższy pobyt z daleka od kraju, tym ta potrzeba silniejsza.
Najbardziej regularną okazją do spotkań wszystkich Polaków są nabożeństwa w języku polskim. Tutaj nie różnimy się od innych Polonii. Mamy szczęście, jakiego niejedno małe skupisko polonijne (i nie tylko) może nam pozazdrościć. Mianowicie, na wyspie przebywają dwaj kapłani-Polacy. Zorganizowanie mszy świętych w języku polskim, choćby tylko raz w miesiącu, nie jest więc problemem. W Nikozji odprawiane są one już ponad 15 lat, a od kilku lat również w Limassolu i Larnace. Herbatce w zakrystii nie raz towarzyszyły śpiewy (ludowe lub patriotyczne, w zależności od okazji, a w czasie świąt koniecznie kolędy), z czasem wprowadziliśmy dzielenie się opłatkiem, prezenty mikołajkowe, wymienianie się gazetami i książkami. Dzisiaj kultywowanie tradycji i organizowanie imprez przejęło Stowarzyszenie Kulturalne Polaków na Cyprze „Malwa”. Działa już ono od 10 lat. „Malwa” organizuje koncerty i wystawy, sprowadza polskich artystów i ich prace, organizuje też wydarzenia kulturalne z artystami-Polakami przebywającymi na Cyprze, w tym koncerty z muzykami-Polakami zatrudnionymi w Narodowej Orkiestrze Symfonicznej Cypru, oraz wieczory historyczne i poetyckie. Podczas gdy imprezy obyczajowe, jak wieczór z kolędą, gromadzą rodaków, imprezy kulturalne przyciągają Cypryjczyków i inne narodowości.
Miesięcznik „Spod znaku Afrodyty” od 14 lat służy krzewieniu kultury i języka polskiego. Jego czytelnikami są głównie członkowie Polonii. Dużo w nim fragmentów literatury polskiej, życiorysów wielkich Polaków i ich osiągnięcia, artykuły historyczne, opisy obyczaju i typowych tradycji polskich, kącik języka polskiego – a więc wszystko to, co chce się przypomnieć i zachować w pamięci.
Od 1999 r. na Cyprze działa też szkoła polska. Początkowo były to zajęcia z dziećmi Polonii i miały one na celu naukę języka polskiego. Dzisiaj większość dzieci to dzieci Polaków, które na zajęciach kontynuują naukę według planu edukacyjnego szkół w Polsce. Do nauki podchodzą poważnie, bo wiedzą, że wkrótce wrócą do kraju i wtedy muszą być gotowe do podjęcia nauki w następnej klasie. Na co dzień uczęszczają do szkół greckich lub angielskich.
Nasza mniejszość narodowa różni się od tej w wielkich ośrodkach, jak Chicago czy Nowy Jork. Polskość możemy zachowywać w domach, czy na polskich imprezach, ale życie codzienne z konieczności prowadzimy po cypryjsku, w języku greckim czy angielskim. Nawet jeśli spotkamy kilku Polaków na dzień, to jednak pracujemy dla Cypryjczyków czy firm obcych, naszymi sąsiadami też najczęściej nie są Polacy. Nie mieszkamy w polskich skupiskach. Nie znaczy to, że się nie znamy.
Mały rozmiar wyspy (w ciągu doby można objechać Cypr dookoła, tzn. jego południową, grecką część) i jej małomiasteczkowy charakter sprawiają, że szybko można się wyspy „nauczyć” i czuć się jak u siebie. Codzienny widok tych samych twarzy daje poczucie przynależności do dużej rodziny, choć po jakimś czasie brak anonimowości może okazać się frustrujący. Pomimo tego, mamy całkowitą swobodę pielęgnowania naszych polskich tradycji. Nie ma chyba polskiego (lub półpolskiego) domu na Cyprze, który nie obchodziłby świąt Cypryjczykom obcych, a nam tak drogich. Należą do nich: Wigilia Bożego Narodzenia, święcenie pokarmów w Wielką Sobotę, śmigus-dyngus w Poniedziałek Wielkanocny. Tak się składa, że święta te nie kolidują ze świętami cypryjskimi, które są wyznaczane wg kalendarza kościoła ortodoksyjnego, tak więc mamy możliwość obchodzić je w towarzystwie zazwyczaj zachwyconych naszym obyczajem Cypryjczyków.
Czy oprócz przypadkowych spotkań Polacy ciągną do siebie? Chyba nie. Polonia zajęta jest pracą, wychowywaniem dzieci i wnucząt, zresztą nie potrzebuje nowych znajomości. Polacy z pierwszej fali emigracji zarobkowej 2004 r., a szczególnie ci, którzy nie znali języka, żyli w grupie. Liczyli na wzajemną pomoc, często jednak dochodziło do poróżnień, a niektórzy padali nawet ofiarami kradzieży czy innych przestępstw zgotowanych im przez „swoich”. Większość Polaków obecnie przebywająca na Cyprze wydaje się dobrze sobie radzić i nie potrzebuje kontaktów z rodakami, choć od spotkań towarzyskich nie stroni. Imprezy, na których pojawiają się większe grupy, to imprezy towarzyskie, jak pikniki, biesiady rodzinne, wieczór z kolędą i najbardziej tłumna ze wszystkich – polska święconka. Niestety, małą frekwencją cieszą się imprezy kulturalne, jak koncerty muzyki poważnej czy wieczory poetyckie. Może ci, którzy na Cyprze pozostaną na dłużej lub na stałe, z czasem – rozmywającym poczucie przynależności do kraju, w którym od lat nie mieszkają – poczują potrzebę większego zaangażowania się w kultywowanie polskości. A może świat stanie się jeszcze mniejszy i kontakt z Polską tak żywy, że takiej potrzeby następne pokolenia mieć już nie będą?
Małgorzata Chrysanthou, „Spod znaku Afrodyty”
