Jest 10 kwietnia, sobotni poranek, w który to dzień Polacy zamarli z przerażenia. Siedzimy przed telewizorem i przywołujemy Opatrzność z nadzieją: Nie było Jej tam. Pojechała pociągiem. Pierwsza lista ofiar: nie ma na niej Krystyny. Nadzieja zaczyna się spełniać, ale tylko na chwilę. Niestety – była.
Zastanawiamy się nad tym, jak się zachować. Nekrolog w gazecie to w tej sytuacji niemal banał. Po południu idę więc do proboszcza naszej parafii św. Stanisława Kostki na poznańskich Winiarach i proszę o mszę św. w Jej intencji. Proboszcz postanawia, że za dwie godziny odprawi mszę za wszystkie ofiary katastrofy, a w następną niedzielę sumę koncelebrowaną za Ojczyznę i Krystynę. Prosi, abym przede mszą powiedział coś o Pani Marszałek. Ale co…?!
Z pomocą przychodzi pamięć. Pod koniec października 2009 roku Krystyna zaprosiła mnie do redakcji „Gościa Niedzielnego” w Katowicach na kolejną rozmowę o języku polskim. Tekst ma się ukazać w numerze blisko Wszystkich Świętych, więc rozmawiamy o tym, jak mówić o śmierci i umieraniu, o chwilach terminalnych, o odchodzeniu. Na sali lekarze, zwłaszcza anestezjolodzy, pracownicy i wolontariusze hospicjów, dziennikarze – np. Krystyna – i językoznawca, czyli ja. Na zakończenie swojej wypowiedzi należy ją spuentować – najlepiej jednym słowem. Proponuję moje słowo: współbycie z odchodzącym. Ktoś z sali pyta, czy jest takie słowo. Odpowiadam: nie wiem, czy już kiedyś ktoś go użył, czy jest w słownikach, ale od tej chwili na pewno jest, bo go użyłem. Poetom i językoznawcom wolno więcej – tworzyć nowe słowa. Wyjaśniam: współbycie to bliskość, np. dotyk ręki osoby, która odchodzi, to uśmiech do niej (może przez łzy). Może widzi ten uśmiech przed oczyma duszy, może czuje ten dotyk. Akceptujemy. Tekst ukazuje się w ”Gościu Niedzielnym”.
Więc to powiem w kościele na mszy: Krysiu, nie przypuszczałem wtedy, tego jesiennego wieczora w Katowicach, że tak niedługo powiem to Tobie: współjestem z Tobą gdziekolwiek jesteś teraz. I wielu z nas współbędzie z Tobą nadal, zwłaszcza na pogrzebie w Katedrze Chrystusa Króla w Katowicach, a potem na cmentarzu przy ul. Sienkiewicza. A jeszcze potem na posiedzeniach komitetu organizacyjnego Kongresu Języka Polskiego (przecież wymyślonego i zaplanowanego przez Ciebie) i kapituły tytułu Ambasadora Polszczyzny (to też Twój pomysł), kiedy bez chwili zastanowienia przyznajemy Ci tytuł Wielkiego Ambasadora Polszczyzny. I jeszcze potem, kiedy tę decyzję ogłaszamy na zakończenie Kongresu, w Katowicach, 6 maja 2011 roku i kiedy składamy kwiaty na Twoim grobie, tam przy Sienkiewicza.
Tadeusz Zgółka
Krystyna Maria Bochenek (1953–2010)
Animatorka wielu zdarzeń medialnych i akcji charytatywnych na Śląsku, w tym w 1992 kwesty Mamo nie płacz na rzecz ratowania Oddziału Hematologii Dziecięcej w Zabrzu. We współpracy ze śląskimi redakcjami prowadziła akcję profilaktyki raka piersi u kobiet pod nazwą Różowa wstążka. Katowice rynek 2000. Współtworzyła pierwszą Wampiriadę (niekonwencjonalną akcję honorowego oddawania krwi) oraz akcję Rzuć palenie. Prowadziła wiele licytacji na cele społeczne wspomagając m.in. Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, odbudowę spalonego gmachu Opery Śląskiej, Teatr Śląski i Fundację Rodzin Górniczych.
Była inicjatorką cyklicznej imprezy Zjazd Krystyn, dorocznego zgromadzenia imienniczek, które pozwala setkom kobiet o różnym statusie społecznym poznawać odległe zakątki Polski. Jako autorka i współautorka opublikowała trzy książki: X jubileuszowe Dyktando, Chirurdzy i detektywi, Jak Krystyna z Krystyną.
