W kazaniu arcybiskup Sławoj Leszek Głódź mówił o życiu marszałka Płażyńskiego w służbie narodu i ojczyzny. Przywołał sobotę 10 kwietnia, godzinę 8.56, kiedy to cała Polska zastygła w bólu i żalu serdecznym. "Przeciął Pan nić życia, lecz nie na zatracenie, lecz na blask wiekuistego światła" – powiedział metropolita gdański. – Maciej Płażyński – ciągnął – był człowiekiem wspólnot. Po pierwsze, wspólnoty wiary, która go ukształtowała i umacniała. Wspólnoty narodu, bo budował dom ojczysty na skale tradycji i polskiej tożsamości, nie na piasku. Wspólnoty Solidarności, której pozostał wierny do końca. Wspólnoty wolności, kiedy jako wojewoda zagospodarowywał odzyskaną wolność. Wspólnoty parlamentarnej, której służył jako poseł, senator, wicemarszałek Senatu i marszałek Sejmu. "Wspólnoty Polskiej" wreszcie, w ramach której pomagał Polakom na Wschodzie.
Abp Głódź wspomniał również, że Maciej Płażyński po powrocie ze Smoleńska miał ogłosić swoją kandydaturę w wyborach prezydenckich.
Janusz Śniadek, przewodniczący Solidarności, wołał: Pozostaniesz w tej bazylice na zawsze i ilekroć przyjdziemy tu modlić się za ojczyznę, będziemy modlić się także za Ciebie.
Trumna z ciałem Macieja Płażyńskiego została przeniesiona do znajdującej się w transepcie kaplicy Matki Boskiej Ostrobramskiej. Obrazek z Jej wizerunkiem marszałek Płażyński zawsze nosił przy sobie.
– Dobrze zasłużył się Rzeczpospolitej – powiedział arcybiskup Głódź. – Jest godny spoczywających tu patrycjuszy gdańskich.
Fot. Andrzej J. Gojke
