Ponad trzy tysiące stron rękopisu i prawie osiemset stron maszynopisu. Osobiste zapiski, baczna obserwacja współczesności i unikalna kronika epoki.
Kolejne tomy obejmować będą lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte – całość ukaże się w 3 tomach.
Jedna pani, którą trzy lata temu widziałem w kabarecie w siatkowych pończochach, tańczącą i śpiewającą na proscenium, wczoraj o wiele mniej mi się podobała. Pierwsza rzecz, niestety się trochę zestarzała. Ale nogi? Nogi tak łatwo się nie starzeją. Druga rzecz, miała inny strój. A w ogóle pani ta nie ma za długich nóg, choć cała jest mała i bardzo zgrabna, proporcjonalna. Więc może strój?
Ale, co jest może najbardziej prawdopodobne, stałem się grzeczniejszy. Jak zwierzę, które omija, pasąc się, zioła, które mogły by mu zaszkodzić. (25 marca 1963)
Pisząc utwór tak dojrzały, Mrożek był zaledwie tuż po trzydziestce. A najbardziej charakterystyczną cechą pisarza, którego obraz wyłania się z pierwszego tomu "Dziennika", jest przekonanie o własnej starości. Mrożek czuje ją, wspominając samego siebie sprzed zaledwie kilku lat, ale także obserwując innych. Gdy nie spodoba mu się film "Pięści w kieszeni" Marca Bellocchia, wzdycha ironicznie: "Oczywiście jest to zrzędzenie starca, który nie widzi, a raczej widzi w młodej awangardzie tylko upadek, zgniliznę itd. Niech będzie".
Śmierć wyraźnie daje o sobie znać w "Dzienniku" dwukrotnie – gdy umiera Zbigniew Cybulski, którego jednak Mrożek słabo znał, a także gdy umiera jego żona Mara. Myśl o samobójstwie staje się wówczas jego obsesją.
Ale już wcześniej przyznaje: "Wiele rzeczy napisałem także dlatego, że nie widziałem już żadnego wyjścia". Pracować dużo – to jego sposób na zagłuszenie pustki. Gdy siada wieczorem do dziennika, chce mieć poczucie, że nie zmarnował dnia. Częściej jednak musi się na siebie zezłościć, że wszystko, co zrobił, i tak w ostatecznym rozrachunku okaże się całkiem bez znaczenia i sensu.
Próbując lepiej zrozumieć siebie i świat, Mrożek przepisuje całe stronice ulubionych autorów: Prousta, Nietzschego, Sartre’a. "Najciekawsze, a może i najgorsze jest to, że mi w odosobnieniu całkiem jest dobrze, a może nawet coraz lepiej" – zapisuje. "Inny" bywa mu jednak potrzebny. Poprzez "innego" można definiować siebie. Jednym z najważniejszych "innych" jest dla niego Gombrowicz – nazywany "szefem" i podziwiany za jasność oraz spójność wywodu. Ale są też inni "inni", jak np. Harold Pinter, który wywołuje u Mrożka najniższy rodzaj zawiści.
Rozważa, czy nie wrócić do Polski, gdzie być może zmartwienie dałoby mu natchnienie. Wróci dopiero wiele lat później. Rozczaruje się i wyjedzie. Już jednak w latach 60. zanotuje wystarczająco dużo krytycznych myśli o martyrologii rodaków.
W stolicy teksty Mrożka przeczyta zespół Teatru Współczesnego. Zostanie też otwarta wystawa w BUW-ie. W sobotę festiwal przeniesie się do Krakowa, gdzie w PWST planowane jest czytanie odnalezionej jednoaktówki Mrożka "Jeleń". A w niedzielę na Rynku masowe odtańczenie tanga. Role bohaterów najsłynniejszego dramatu jubilata zagrają Juliusz Chrząstowski, Andrzej Kozak i Tomasz Olbratowski, wystąpią też m.in. artyści Piwnicy pod Baranami.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
