Upiór w operze” stał się w Polsce mega wydarzeniem artystycznym. I nie chodzi tu o jego promocję medialną. Bo prawdziwy rozgłos nastąpił wtedy, kiedy pierwsi widzowie opuścili widownię po pierwszych obejrzanych przedstawieniach. Choć musical jest grany niemal codziennie już kolejny rok, wciąż ustawiają się kolejki do kas biletowych. „Upiór…” nie tylko nie znudził się widzom, ale wciąż jest obleganym widowiskiem.
Teatr Roma ma za sobą długą drogę rozwoju. Ponad dziesięć lat temu nie często widywało się tu musicale. Odkąd Wojciech Kepczyński zaczął zarządzać pracami artystycznymi, wiele się zmieniło. Na lepsze. Polacy mieli okazję wreszcie „posmakować” musicale z prawdziwego zdarzenia. Teatr Muzyczny Roma od początku swej musicalowej działalności wystawił takie przedstawienia jak: „Crazy for You”, „Piotruś Pan”, „Miss Sajgon”, „Grease”, „Koty”, „Taniec wampirów”, „Moja mama Janice”, „Akademia Pana Kleksa”, „Upiór w operze”, prezentując tym samym niezwykle uzdolnionych artystów. Wszystkie przedstawienia okazywały się hitami. I nie mogło być inaczej, mając tak oddanego dyrektora artystycznego.
„Upiór w operze” wciąż fascynuje, ale na tym nie koniec. Niedawno rozpoczęły się castingi do musicalu „Les Miserables”. W zeszłym roku dyrekcja teatru Roma prowadziła rozmowy z Cameronem Macintoshem na temat własnej wersji musicalu. Wystarczy obejrzeć „Upiora…”, żeby stwierdzić, że poprzeczka jest podniesiona bardo wysoko. Wystarczy porozmawiać z Wojciechem Kępczyńskim, żeby stwierdzić, że kolejne jego dzieło będzie na tak samo wysokim poziomie. Z pewnością będzie to jedno z najważniejszych kulturalnych wydarzeń roku 2010 w Polsce.
Tekst: Marika Krajniewska
Fot. Paweł Pyrz/MAKATA
