Kasia ‒ Pani Profesor nie ukrywamy, że książka była dla nas ogromnym zaskoczeniem. Stąd pytanie o pomysł na zebranie naszych prac i wydanie ich w formie książki
H. Zgółkowa ‒ Dla mnie to też było zaskoczenie, że nagle zebrał się tak dobry zespół na ćwiczeniach fakultatywnych, nieobowiązkowych. W dodatku potrafiłyście pisać nieprzymuszone z tygodnia na tydzień. Pisałyście tak jak ja oczekiwałam tego. Byłyście bardzo zdyscyplinowane i w pewnym momencie pomyślałam sobie, że może warto w formie nagrody zaproponować wydanie tych prac. Pierwotny zamysł ograniczał się do zebrania tekstów i wydania ich we własnym gronie w formie arkuszy bindowanych. Ten pomysł jednak dojrzewał i stało się. Zaczęło się od rozmowy z Dyrektorem , czy znajdą się fundusze, ponieważ w przeciwnym razie sama opłaciłabym wydanie. Znalazły się… Znalazł się także bardzo dobry wydawca. Byłam wręcz zaskoczona, że to się wszystko tak potoczyło. Wy również bardzo szybko podchwyciłyście temat. Znalazły się wreszcie osoby wyjątkowo zdyscyplinowane, np. Roksana, która wszystkich nas dopingowała i pilnowała, aby wszystko w odpowiednim terminie było zrealizowane. Później znalazła się fotoreporterka ‒ Agnieszka, ilustrator ‒ Magdalena, która podjęła się wykonania ilustracji. To wszystko zostało zrealizowane wspólnymi siłami. Co ciekawe u mnie w domu mówiło się tylko o książce. I ta piękna okładka. Chwilami sama jeszcze nie do końca potrafię uwierzyć w to, co zrobiłyśmy. nie mówiąc o Instytucie, czy innych osobach, które w różny sposób podchodzą do tej książki. Najczęściej jest to nieukrywana zazdrość, jednak taka życzliwa, której towarzyszą gratulacje. Jest to tym bardziej wyjątkowe, ponieważ jesteście na pierwszym roku, w dodatku książka powstała w pierwszym semestrze. Tego chyba jeszcze nikt nie dokonał. A nam się udało. Jestem Wam za to bardzo wdzięczna. Zadziałała tutaj chyba tzw. „chemia”, między współtworzącymi tę książkę. Dla mnie osobiście, jest to bardo ważne wydarzenie w biografii dydaktyczno ‒ naukowej.
Kasia ‒ Była mowa o zajęciach fakultatywnych. Pani Profesor pamięta pierwsze spotkanie z nami? Pozostało jakieś wrażenie?
Agnieszka ‒ Czy jakieś zajęcia szczególnie zapadły w pamięci Pani Profesor?
H. Zgółkowa ‒ Każde zajęcia są dla mnie ogromnym wyzwaniem. Staram się by były one spontaniczne, a jednocześnie metodyczne. Przypominam sobie jak poprosiłam was o nagranie wypowiedzi dzieci w wieku przedszkolnym. Te nagrania miały wam uświadomić jak niekiedy kontakt z dzieckiem jest trudny. Trzeba zniżyć się do poziomu językowego takiego malca, żeby z nim nawiązać kontakt, żeby ono chciało z nami rozmawiać. To było celowe, ponieważ ja już miałam dla was kolejne zadania. Na podstawie tego nagrania stworzyłyście teksty o współczesnym dziecku. Później tworzyłyście nie o nich, a dla nich. I wasze prace różniły się. Bajki dla dzieci nie nawiązywały do tego jakie współczesne dziecko jest. Obudził się w was element wychowawczy, by pokazać te bajki, które wy znacie ze swojego dzieciństwa.
Kasia ‒ Dzieciństwo już za nami, za nami również pierwszy semestr studiowania. Pół roku temu przekroczyłyśmy próg poznańskiej polonistyki. Jednak, gdy za kilka lat ktokolwiek zapyta nas jak wspominamy czas spędzony na tej uczelni, z pewnością wspomnimy o książce i czasie spędzonym z Panią Profesor. I tutaj nasze pytanie jak Pani Profesor wspomina swój pierwszy rok akademicki?
Kasia – Słuchając opowieści Pani Profesor, mamy wrażenie, że z żadnym przedmiotem nie miała Pani problemu, a polonistyka od początku była ogromną pasją i miłością
H. Zgółkowa – Rozpoczynając naukę, wszystko było dla mnie nowe. Musiałam wiele czytać, żeby przyswoić dany temat. Niektóre fragmenty podręczników znałam na pamięć. Z przedmiotami językowymi jest jak z matematyką – jeśli nie przeczytam, to nie zrozumiem. Dlatego uczyłam się samodzielnie. Oczywiście przeżywałam studenckie lęki jak każdy. Pamiętam, jak baliśmy się egzaminów.
Agnieszka – Mówiła Pani Profesor o tym, że niektóre doświadczenia i inspiracje zaczerpnęła od swoich wykładowców. Czy w związku z tym ma Pani jakiegoś ulubionego wykładowcę z czasów swojej edukacji? Czy ktoś stanowi szczególny autorytet naukowy?
H. Zgółkowa – Bardzo trudno byłoby mi wskazać jedną osobę, która była dla mnie autorytetem. Od zawsze starałam się szukać w ludziach same dobre cechy i to z ich osobowości czerpać to, co najlepsze. Myślę, że wiele wyniosłam z Liceum Pedagogicznego. Miałam tam wspaniałych nauczycieli, którzy byli dla mnie wzorem, co wykorzystywałam w późniejszej pracy dydaktycznej i naukowej. Niewątpliwym autorytetem dla mnie jest profesor Zenon Klemensiewicz, którego portret wisi w moim gabinecie. Nie mogę nie wspomnieć o profesorze Władysławie Kuraszkiewiczu, który był promotorem mojej pracy magisterskiej. Byłam jego ostatnią magistrantką. Promotorką mojego doktoratu była profesor Monika Gruchmanowa. Teraz było niejako na odwrót – byłam jej pierwszą doktorantką. Tę listę można by było znacznie wydłużyć. Natomiast od początku moich studiów wzorem dla mnie był mój mąż – profesor Tadeusz Zgółka. I tak też zostało do dziś.
Opracowały: Agnieszka Grzybowska i Katarzyna Hajzer
