Urodziłam się i wychowałam w mieście nad Newą, ale przez ostatnie pięć lat mieszkam w Krakowie. W momencie, gdy w petersburskim metrze wybucha bomba, jestem na uczelni, mam jedne z najwspanialszych zajęć na moich studiach. Pochłonięta żywą dyskusją i dobrą zabawą, nawet nie sprawdzam napływających drogą telefoniczną wiadomości. Po zajęciach radośnie podchodzę do Opiekuna naszego Koła Naukowego, gdyż potrzebuję jego podpisu na wniosku o dofinansowanie wyjazdu do Petersburga. Już za tydzień lecę tam na konferencję, a przy okazji odwiedzę rodzinę, co bardzo mnie cieszy.
Po chwili dzwoni do mnie mama i opowiada, jak teraz wszyscy mieszkańcy kontaktują się ze sobą i odbierając połączenie, zamiast „cześć!” mówią do siebie: „żyjemy!”. Na innej stacji znaleziono kolejną bombę, więc wszystkie wejścia do metra są zamknięte a w mieście zrobił się totalny chaos – ludzie nie mają jak dostać się do domów. Całkiem niedawno opowiadałam znajomym z Polski, że w Petersburgu metro jest najpewniejszym środkiem transportu publicznego i bardzo dużo osób z niego korzysta. Wczoraj stało się jasne, jak uzależnione od owego środka komunikacji są duże miasta.
Odświeżam rosyjskojęzyczne portale i zaczynam obserwować coś niesamowitego. Naoczni świadkowie piszą, że tuż po eksplozji ludzie z sąsiednich wagonów, zamiast uciekać jak najdalej od epicentrum katastrofy, zaczęli sprawnie pomagać ratownikom. Jedna z najbardziej znanych sieci komórkowych chwilowo wprowadziła darmowe połączenia. Kawiarnie zapraszają wszystkich zmuszonych wracać na piechotę przez zimne miasto na darmową kawę i herbatę. Cała komunikacja miejska oraz kilka firm taksówkarskich przestają pobierać opłaty za przejazd. Zwykli kierowcy również postanawiają pomóc i zawieźć do domów tyle osób, ile się da – tworzą tabelkę w Google, dzięki której ludziom jest łatwiej się zgrać; temu samemu służy nowy hashtag #домой (do domu) na portalach społecznościowych. W aplikacjach
Żadnej nienawiści, żadnej paniki. A przecież terrorystom zawsze chodzi właśnie o strach. Zamiast tego mieszkańcy Petersburga stają się dla siebie ogromnym wsparciem i ofiarują to, co najważniejsze – swój czas, ciepło, jedzenie. Niektórzy piszą, że w obliczu tragedii petersburżanie udowodnili, że są nie tylko przedstawicielami stolicy kultury, ale również godnymi spadkobiercami obrońców oblężonego Leningradu. Nie wiem, czy to porównanie jest odpowiednie, ale jednego jestem pewna – jeszcze nigdy w życiu nie byłam tak dumna z mojego miasta. I ja również spróbuję się nie poddać.
Anna Svetlova
