Grażyna Sadowska: Hotel inny niż wszystkie…

Do niedawna jeszcze dzień Wszystkich Świętych i Zaduszki w Polsce wyglądały inaczej. Nikt nie biegał z puszkami kwestarskimi, media nie nawoływały do sms-owych zbiórek pieniędzy, a w przerwach pomiędzy programami nie emitowano spotów reklamowych kampanii społecznych. Trwała medialna cisza, przerywana wspomnieniami o tych, którzy odeszli. Piękna cisza. Od kilku lat jest inaczej. Razem z końcem października z bilbordów, telewizji, prasy, debat społecznych słyszymy, że musimy pomóc hospicjom.
Starzejące się społeczeństwo, wydłużenie życia człowieka, postęp medycyny, w wyniku którego uporczywa terapia może znacznie wydłużyć proces umierania, wszystko to spowodowało, że ani szpital, ani często bliscy chorego, pomimo najlepszej woli, nie są w stanie sprostać nieprzerwanej opiece nad terminalnie chorym.
Odpowiedzią na wymienione problemy stała się instytucja hospicjum – domowego i stacjonarnego. Pierwsze hospicjum w znaczeniu nowożytnym powstało w Londynie po II wojnie światowej.

Dutkiewicz (198x269)Polski lotnik, uczestnik walk dywizjonów polskich w Wielkiej Brytanii, Dawid Taśma, umierając samotnie na obczyźnie, przekazał swoje oszczędności pielęgniarce, aby ta wybudowała dom, w którym będą mogli godnie kończyć życie ludzie samotni, opuszczeni, bezdomni, tacy jak on. Pielęgniarka spełniła ostatnią wolę umierającego. Tą pielęgniarką była dr Cecily Saunders. Realizacja idei zajęła jej kilkanaście lat, w czasie których ukończyła studia medyczne i zorganizowała ruch hospicyjny. Budowę domu hospicyjnego św. Krzysztofa w Londynie zakończyła w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Początek ruchu hospicyjnego w Polsce datowany jest na wczesne lata osiemdziesiąte. Jego twórcą jest, zmarły nagle w 2002 roku w wieku zaledwie 55 lat, Ks. Eugeniusz Dutkiewicz, gdański ksiądz, założyciel hospicjum domowego w Gdańsku. W ramach hospicjum domowego ksiądz, lekarz i pielęgniarka odwiedzali chorych w ich domach na zasadach wolontariatu. Ks. Eugeniusz, niezwykle skromny człowiek, zawsze podkreślał, że choremu jest potrzebna nie tylko pomoc medyczna, ale również duchowa. Ks. Eugeniusza poznałam w ostatnich latach jego życia. Wybierał się wtedy do St. Petersburga, planował podróż, której nie zdążył zrealizować.
Z biegiem czasu, obok hospicjów domowych, zaczęły powstawać domy hospicyjne powodując pogłębianie się procesu instytucjonalizacji hospicjum. W domach hospicyjnych nie stosuje się uporczywej terapii, walczy się z bólem, z tym fizycznym i tym psychicznym. Ten drugi bardzo często jest gorszy od pierwszego. Najgorszy, kiedy rodzina oddaje chorego do hospicjum, ponieważ chce pozbyć się problemu. Uderzający w hospicjum jest zapach, który jest wyczuwalny niezależnie od rodzaju użytych środków czystości i częstotliwości sprzątania. W każdym taki sam. Nazywam go zapachem strachu. Jest to zapach strachu przed bólem, śmiercią, obcym miejscem. Ten rodzaj zapachu (czytaj: strachu) nie towarzyszy umierającym we własnym domu, we własnym łóżku, wśród bliskich, pogodzonym ze sobą i światem, przyjmującym śmierć jako część życia i wierzącym, że to życie będzie trwać nadal. Niestety, śmierć we własnym domu, podobnie jak narodziny w domu, nie jest już czymś oczywistym. To, co było kiedyś normą, stało się luksusem, a to co miało być jedynie koniecznością, staje się normą.
Domy hospicyjne w Europie Zachodniej, a bywa, że już i w Polsce, są często miejscami o bardzo wysokim standardzie. W Hospicjum św. Krzysztofa w Londynie jest nawet basen i sauna, jednak najczęściej pacjenci są już na tyle osłabieni chorobą, że skorzystać z tych udogodnień są w stanie jedynie pracownicy hospicjum, którym podobnie jak ich pacjentom, potrzebne jest ogromne wsparcie psychiczne i duchowe w ich trudnej i wyczerpującej pracy. Największą nagrodą dla nich jest radość pacjentów. Tak, radość, a oni spotykają się najczęściej z wdzięcznością smutnych ludzi, oddanych przez bliskich do hospicjum, przebywających w nim z rozsądku, nie z konieczności. Jednak radość się tam zdarza. Pamiętam historię opowiedzianą mi przez jedną z pielęgniarek hospicyjnych. Kiedyś przywieziono na jej oddział człowieka bezdomnego, ciężko chorego, umierającego. Człowiek ten nie miał bliskich, był brudny, zaniedbany i wyczerpany. Kiedy został przez Siostrę wykąpany, nakarmiony i dostał czystą pościel, rozpłakał się z radości. I to właśnie dla takich ludzi miało być hospicjum, hotel inny niż wszystkie.

Grażyna Sadowska, specjalnie dla polskiego miesięcznika w Sankt Petersburgu “Gazeta Petersburska”

Na zdjęciu: ks. Eugeniusz Dutkiewicz

Więcej od tego autora

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here

Powiązane

Podcast "Z Polską na Ty"spot_img

Ostatnie wpisy

Odcinek 4 – Jan Paweł II – papież

https://anchor.fm/gazeta-petersburska/embedПредставляем вашему вниманию новый выпуск подкаста «С Польшей на „ты”»! В рамках рубрики «Поляки, изменившие ход истории» ведущий Денис Щеглов продолжает разговор с доминиканцем...

Żal, że niedzielne spotkanie nie trwało dłużej

Kolejne inauguracyjne spotkanie dzieci Macierzy w dniu 17 października poświęcono Adamowi Mickiewiczowi i jego  utworom.Tym razem na zajęcia w ramach programu Polskiej Macierzy Szkolnej...

Maria Matylda Krzesińska – jedna z największych sław baletu petersburskiego II połowy XIX i początków XX wieku

Maria Matylda Krzesińska była jedną z największych sław baletu petersburskiego 2. połowy XIX i początków XX w. Rozwój niezwykłego talentu zawdzięczała ojcu, który uczył...

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na newsletter Gazety Petersburskiej