Wielki sukces Warszawskiej Opery Kameralnej w Sankt Petersburgu

Publiczność urządziła 10-minutową owację na stojąco po spektaklu “Uprowadzenie z seraju” w reżyserii Jurija Aleksandrowa, dyrektora artystycznego Opery kameralnej w Sankt Petersburgu.

Opera Wolfganga Amadeusza Mozarta to opowieść o mękach rozstania, tęsknocie, miłosnych rozterkach i rubasznych złoczyńcach. Reżyser zaskoczył widzów na samym początku – podczas uwertury na scenie panował ruch (przemyślana choreografia Natalii Madejczyk). – To najbardziej muzyczny ze wszystkich reżyserów, z jakimi pracowałem – powiedział z przekonaniem Marcin Sompoliński, dyrygent i specjalista od muzyki Mozarta, o Juriju Aleksandrowie.

Belmonte (Aleksander Kunach) pojawia się na scenie w białej peruce, co ma przypominać Mozarta. I to jest całkiem uzasadnione: bohaterka opery wystawionej po raz pierwszy w lipcu 1782 roku ma na imię Konstancja, a 4 sierpnia Mozart poślubił pannę Konstancję Weber. Uroczym momentem było pojawienie się na scenie dwóch maleńkich dzieci (wnucząt reżysera) w kostiumach z epoki (Mozart miał sześcioro dzieci, przeżyło tylko dwoje).

Widzów zachwycało bogactwo scenicznego ruchu, mimiki, gestykulacji, piękna gra aktorska. Joanna Moskowicz jako Konstancja zachwycała pięknie brzmiącym sopranem. Jej partia należy do najdłuższych w całej literaturze operowej. Piotr Pieron zabłysnął w aktorskiej roli Selima baszy. W roli Pedrilla wystąpił młody śpiewak Bartosz Nowak, który ma nie tylko piękny głos, ale również talent aktorski. W przedstawieniu też zaangażowano Zespół wokalny WOK (przygotowanay przez Krzysztofa Kusiela-Moroz), który wcielał się w postacie eunuchów.

Brawo dla Paulina Horajska, Aleksander Kunach, Robert Ulatowski i całego zespołu! Przepięknie grała orkiestra instrumentów dawnych Musicae Antiquae Collegium Varsoviense pod dyrekcją doświadczonego w wykonawstwie historycznym Marcina Sompolińskiego. Znakomity scenograf Paweł Dobrzycki nie tylko przygotował zachwycające wschodnie szaty aktorów, ale również udaną oprawę świetlną spektaklu.

Jurij Aleksandrow nie tylko rozbawił ale też rozczulił widzów.  Jak sam powiedział, „komponent komiczny w operze jest bardzo skomplikowany, więc spróbowałem pokazać dwa zupełnie różne gatunki – komiczny i dramatyczny – które zostały pokazane widzowi w najciekawszy sposób”.
Maestro przyznał się: „Sam nigdy nie planuję pracy – to Bóg mnie prowadzi. Dlatego jestem Jemu bardzo wdzięczny za współpracę z Warszawską Operą Kameralną, w której udało mi się urzeczywistnić mój oryginalny pomysł tej inscenizacji… Naprawdę podobała mi się wykonana praca”. 

Aleksandrow podkreślił, że to nie jest jego pierwsza współpraca z polskimi zespołami, wcześniej wyreżyserował “Borysa Godunowa” M. Musorgskiego i “Eugeniusza Oniegina” P. Czajkowskiego we Wrocławiu.

Chcemy podziękować Pani Dyrektor artystycznej  Warszawskiej Opery Kameralnej Alicji Wegorzewskiej-Whiskerd, oraz Pani Aldonie Michalak, Koordynator ds. Projektów Wschodnich, która włożyła dużo wysiłku w przygotowanie występu gościnnego Warszawskiej Opery Kameralnej.

Zdjęcia: Stanisław Karpenok