Unikalny thriller wśród operowej klasyki

III Międzynarodowy Festiwal Opery Kameralnej w Sankt Petersburgu trwa i możemy podzielić się już pierwszymi wrażeniami z występu jednego z dwóch polskich teatrów uczestniczących w tym wydarzeniu.

Polski teatr Opera na Zamku w Szczecinie zachwycił petersburską publiczność unikalnym spektaklem operowym, opierającym fabułę i muzyczny temat na uczuciach niepokoju, napięcia i strachu przed mroczną atmosferą zamku w wiktoriańskiej Anglii. Szczecińska inscenizacja opery Benjamina Brittena „The Turn of the Screw” („Dokręcanie śruby”) nie bez powodu została uznana w 2016 roku przez jury XI Teatralnych Nagród Muzycznych im. Jana Kiepury za najlepszy spektakl w Polsce. „The Turn of the Screw” zdobyło także pierwszą nagrodę za najlepszą reżyserię oraz scenografię.

Jak w kilku słowach opisać wrażenia z przedstawienia w Petersburskiej Operze? Na pewno pełny napięcia, niepokoju i wyczekiwania na nieubłaganie zbliżające się mroczne zło, czające się na każdym kroku. Główni wykonawcy, orkiestra wraz z dyrygentem, Jerzym Wołosiukiem, zadbali o każdy muzyczny i wizualny szczegół przedstawianej historii dwójki dzieci żyjącej w wiktoriańskiej rezydencji nawiedzanej przez upiory.

Właśnie z kierownikiem muzycznym spektaklu i dyrygentem mieliśmy przyjemność porozmawiać – z panem Jerzym Wołosiukiem.

Zapytaliśmy o pierwsze wrażenia gości ze Szczecina z pobytu w Północnej stolicy. Dla zespołu teatru Opery na Zamku była to pierwsza wizyta w Petersburgu, natomiast J. Wołosiuk już w 2002 roku miał okazję odwiedzić nasze miasto i uczestniczyć w otwarciu sezonu artystycznego filharmonii petersburskiej. Do momentu wystawienia spektaklu zespół nie mógł poświecić więcej czasu na zwiedzanie miasta. Do ostatniego dnia odbywały się intensywne próby, które miały na celu przystosowanie się do petersburskiej sceny. Sam dyrygent zaznaczył, że wyzwaniem i trudnością było zaadaptowanie spektaklu na nowe warunki sceniczne. Na potrzeby festiwalu, i tak już kameralny, spektakl został dodatkowo zmieniony – użyto m. in. innej technologii scenicznej (artyści występowali na scenie obracanej ręcznie zamiast automatycznej). Wyzwaniem było także przystosowanie scenografii, które odbywało się już w końcowym etapie przygotowania do występu (dekoracje były przewożone ze szczecińskiego teatru, trwało to kilka dni), a także same próby, które odbywały się na scenie w „markowanych” dekoracjach. Kierownik muzyczny przyznał także, że przestrzeń teatralna, jaką zastał na miejscu była dla niego mimo wszystko zaskoczeniem i wystąpiła potrzeba dość szybkiego jej zaadaptowania. Ostatnie dwa dni były czasem intensywnej pracy od strony artystycznej i technicznej, lecz, jak sam dyrygent przyznał, końcowy efekt był satysfakcjonujący i wersja spektaklu na petersburskiej scenie w pełni odpowiadała założeniom, z jakimi tworzona była szczecińska inscenizacja sztuki B. Brittena. O sukcesie spektaklu świadczyła reakcja publiczności, która z ogromnym entuzjazmem przyjęła tak unikalną operową propozycję polskiej grupy teatralnej.

Zainteresował nas także wybór danej inscenizacji spośród wielu innych granych w szczecińskim teatrze. Wśród festiwalowych propozycji innych teatrów znalazły się utwory klasycznych kompozytorów operowych, jak np. W.A. Mozarta, G. Pucciniego czy G. Bizeta. Szczecińska Opera na Zamku zdecydowała się na utwór XX-wiecznego angielskiego kompozytora – Benjamina Brittena.

Co wpłynęło na wybór akurat tego kompozytora i sztuki o dość specyficznej tematyce?

J. Wołosiuk przyznał, spektakl był wybierany ze szczególną myślą o nowych widzach, wbrew opinii, iż tylko dojrzała muzycznie i wyrafinowana publiczność może odpowiednio ocenić nowsze, trudniejsze w odbiorze XX-wieczne kompozycje. Dyrygent szczecińskiej opery przyznał też, że jest to jeden z jego ulubionych utworów operowych o bardzo ciekawej i dającej wiele reżyserskich możliwości partyturze. Niezwykle istotną dla spektaklu okazała się odpowiednia ekipa realizująca (Natalia Babińska – reżyser, Martyna Kander – scenografia i kostiumy, Maciej Igielski – reżyseria świateł, Ewa Krasucka – projekcje multimedialne, Karol Urbański – ruch sceniczny), a także przeświadczenie o tym, że właśnie szczecińskiej ekipie uda się oddać atmosferę mrocznej historii opowiadającej o skomplikowanych relacjach między dorosłymi i dziećmi. Bardzo ważnym było odpowiednie przedstawienie różnych dwuznaczności tej relacji, a także nie pozbawienie poetyckości obrazu samej opery oraz pola dla wyobraźni widza i jego własnej interpretacji. Jak podkreślił J. Wołosiuk, dużą zaletą tej realizacji była właśnie niedosłowność historii z pogranicza świata realnego i metafizycznego.

Do tej pory spektakl „The Turn of the Screw” w wykonaniu szczecińskiego teatru był pokazywany na scenie szczecińskiej opery, a także podczas Bydgoskiego Festiwalu Operowego (największy festiwal operowy w Polsce). Obecna wizyta w Petersburskiej Operze Kameralnej i uczestnictwo w festiwalu było okazją do pokazania realizacji brittenowskiej opery po raz pierwszy na zagranicznej scenie. Niewykluczone są także kolejne zagraniczne wyjazdy do zaprzyjaźnionych teatrów, lecz są to plany już na kolejny sezon artystyczny.

W tym roku, w wykonaniu szczecińskiego teatru, widownię czeka premiera nowej opery współczesnego kompozytora Philipa Glassa – „Proces” (na podstawie powieści Franza Kafki). Mamy nadzieję, że będzie to powód do odwiedzenia kolejnych scen zagranicznych teatrów, a w tym także petersburskiej.

Mieliśmy też przyjemność porozmawiać z jedną z najmłodszych wykonawczyń tego wieczoru – Hanną Papa, operową „Florą”. Zapytaliśmy, w jaki sposób tak młoda osoba odnalazła się na operowej scenie w tak trudnej sztuce i, jak wyglądała współpraca z ekipą teatru szczecińskiego? Młoda artystka przyznała, że przy wcielaniu się w rolę Flory pomagało jej wiele osób, a sama sztuka była trudna. Charakter granej postaci wymagał od młodej wykonawczyni skupienia oraz powagi, co niekiedy było wyzwaniem. Samo przygotowanie do roli przed premierą spektaklu wymagało wielu godzin prób, poświęceń oraz wytrwałości. Mimo ciężkiej pracy, wykonawczyni przyznała, że było warto i jest zadowolona z tej przygody oraz samego efektu w postaci tak dobrej inscenizacji.

Swoimi wrażeniami z Petersburga, już zza kulis sceny operowej, podzieliła się z nami także część ekipy realizującej spektakl. Choć czasu na zwiedzanie miasta było niewiele, to wszyscy byli pod wrażeniem wieczornego piękna petersburskich ulic.

Nam pozostaje jedynie jeszcze raz pogratulować tak udanego debiutu na petersburskich scenach i mieć nadzieję, że nie była to ostatnia wizyta Opery na Zamku w Północnej stolicy!

Agata Prostko

Wolontariusz w Gazecie Petersburskiej

Foto: Denis Szczegłow