Podwójny jubileusz Edyty Piechy

31 lipca Edyta Piecha, radziecka i rosyjska piosenkarka polskiego pochodzenia, obchodziła 80. urodziny oraz 60. jubileusz pracy twórczej. Świętowała, jak zwykle, śpiewając dla ukochanej publiczności w jednej z największych sal koncetorwych Petersburga.

Urodziła się w 1937 roku w górniczym miasteczku Noyelles-sous-Lens we Francji, dokąd jej rodzice uciekli z II Rzeczpospolitej w poszukiwaniu pracy. Ojciec Edyty zmarł na pylicę, gdy dziewczynka miała cztery lata. Wtedy pracę w kopalni podjął jej 14-letni brat, jednak zdrowie go również zawiodło – trzy lata później zmarł na gruźlicę. Wtedy matka Edyty, Felicja, z obawy przed biedą i śmiercią głodową wyszła za mąż za starego kawalera Edwarda Gołąba. To on, fanatyczny komunista, po ukończeniu wojny wywiózł Felicję, Edytę oraz jej małego przyrodniego brata Józefa do Polski. Od 1946 roku rodzina zamieszkała w Boguszowie.

Początki w polskiej szkole nie były łatwe, ale Edyta szybko się uczyła. Ostatnie lata szkolne spędziła w liceum pedagogicznym w Wałbrzychu. Sukcesy odnosiła nie tylko w nauce – bardzo szybko została solistką licealnego chóru, którego dyrygent Igor Szurko przepowiedział: „Będziesz artystką, bo bardzo ładnie śpiewasz”.

W 1955 roku Edyta wygrała konkurs dla maturzystów, który pozwalał wyjechać na studia do ZSRR. Wybrała Leningrad, początkowo miała studiować na Uniwersytecie Pedagogicznym, okazało się jednak, że w tym roku nie było rekrutacji na psychologię. Znalazła się więc na Uniwersytecie Leningradzkim i od razu zapisała się do studenckiego chóru. Prowadził go Aleksander Broniewicki, który zobaczył w Edycie ogromny potecjał i zrobił z niej solistkę młodzieżowego międzynarodowego zespołu. Później ten zespół pod nazwą „Drużbą” („Przyjaźń”) będzie zbierał pełne sale nie tylko we wszystkich zakątkach Związku Radzieckiego, ale także na całym świecie. A Broniewicki stanie się pierwszym mężem Edyty oraz ojcem jej jedynej córki, Ilony.

Za początek pracy twórczej Edyta Piecha zwykła uważać rok 1957, gdy na afiszu obok nazwy zespołu znalazło się także jej nazwisko. Podbiła serca radzieckich widzów od pierwszego kroku na scenie i pierwszej wyśpiewanej nuty. Ponieważ była inna – miała mocny niski głos, którego się nie wstydziła, umiała elegancko się ubierać, jako pierwsza w tym kraju zdjęła mikrofon ze statywu i zaczęła rozmawiać z widownią. Po rosyjsku mówiła z uroczym akcentem, zaś swobodnie władała francuskim i polskim. Kojarzyła się z pociągająco odmiennym od radzieckiej szarej rzeczywistości światem Zachodu. Przy czym sama Edyta nawet nie do końca zdawała sobie z tego sprawę – po prostu była sobą. I miała wystarczająco dużo odwagi, żeby osobiście prosić ministra oświaty o pozwolenie na zaoczne studiowanie na uniwersytecie „w ramach wyjątku”, gdyż trudno jej było połączyć koncertowanie z obecnością na wykładach.

Głęboki głos, grację, obezwładniający uśmiech oraz lekki akcent pani Edyta zachowała do dzisiaj. Jest jedną z najbardziej znanych i lubianych artystek w kraju. Uwielbia swoją publiczność i nigdy nie wyrzucą kwiatów od niej – mówi, że woli przede wszystkim chryzantemy, gdyż „najdłużej się trzymają”. Nadal bardzo dużo koncertuje, a czas wolny lubi spędzać w małym domku pod Petersburgiem w towarzystwie ukochanych psów. Do Polski wybiera się rzadko – głównie po to, żeby odwiedzić grób mamy.

Ojczyzna kojarzy się jej również z religią i wiarą. Pani Edyta wszędzie zabiera ze sobą malutką kopię ikony Matki Boskiej Częstochowskiej, którą dostała w Boguszowie od księdza na Pierwszą Komunię.  Jest przekonana, że nic by się jej w życiu nie udało bez odpowiedniej pomocy „z góry”. A swoje motto życiowe zwykle określa w trzech słowach: „Ufam, kocham, wierzę”.

Przygotowała Anna Svetlova

Na materiałach „Wysokie obcasy”, „Радио и телевидение”, catherine.spb.ru
Zdjęcia: E. Denczuk  (РИА Новости), metronews.ru