„Piosenka jest dobra na wszystko”: zespół „Przyjaciele” o muzyce, Rosji i programie „Mam talent”

9 i 11 listopada w Petersburgu wystąpiły aż dwa polskie zespoły – „Szalom Chełm” i „Przyjaciele”. Pod względem muzycznym nie wiele ich łączy: pierwszy wykonuje muzykę hebrajską, w związku z czym koncert odbywał się w Wielkiej Chóralnej Synagodze, drugi zaś gra polskie piosenki z różnych okresów historycznych. Jednak coś wspólnego ze sobą mają i ten element jest bardzo ważny, żeby nie powiedzieć kluczowy – muzycy. Właśnie z dwoma z nich – Mariuszem Materą i Bogdanem Deptą – udało nam się porozmawiać tuż po koncercie, który odbył się 11 listopada w Domu Uczonych.

Rozmawiała Olga Oniszczuk.

OO:  Jak to się stało, że przewieźli Panowie do Petersburga od razu dwa różne zespoły?

MM: „Szalom Chełm” to mój autorski projekt, który założyłem parę lat temu. Natomiast każdy z nas, wie Pani, ma kilka swoich projektów muzycznych, funkcjonuje w muzyce na wielu obszarach. Dlatego dla nas było fajnym wyzwaniem założyć taki zespół, w którym możemy śpiewać dla siebie nawzajem – Darek śpiewa, Bogdan śpiewa i ja trochę też. Nie ma tutaj ewidentnego lidera. To taka grupa grających i śpiewających przyjaciół.

OO: I jaką muzykę na co dzień śpiewają dla siebie nawzajem przyjaciele?

MM: Generalnie robimy nowe aranżacje utworów już dobrze znanych, ale zależy nam, żeby włożyć w nie trochę własnego charakteru. Takie piosenki jak „Biały krzyż” czy „O mój rozmarynie”, które dzisiaj zaśpiewaliśmy, to jest naprawdę piękny repertuar. Za każdym razem, gdy je wykonujemy, chwytają nas za serce. I właśnie dlatego to robimy.

OO: A w jaki sposób zostały dobrane piosenki na dzisiejszy koncert?

MM: Ważne dla nas było, żeby tych Polaków, którzy tutaj byli dzisiaj obecni, one też chwyciły za serce. A Rosjan zachęciły do poznania historii Polski. Piosenka, jak to się mówi, jest dobra na wszystko – ona niesie emocje i przez nią jest łatwiej cokolwiek opowiadać. To tak jak z modlitwą. „Kto śpiewa, ten dwa razy się modli” – powiedział Św. Augustyn. I tego będziemy się trzymać.

„Przyjaciele”. 11 listopada

OO: Wiem, że z zespołem „Szalom Chełm” uczestniczyli Panowie w polskim programie „Mam talent”. Czy coś się zmieniło w waszym życiu po tym doświadczeniu?

MM:  Największym plusem dla mnie było to, że mogliśmy przedstawić widzom nasze ukochane miasto, opowiedzieć trochę jego historię, bo pokazywaliśmy tam filmik promocyjny o Chełmie, z którego wszyscy, oprócz Darka, pochodzimy. Jeżeli chodzi o efekt tego programu, to dowiedzieli się o nas ludzie, którzy wcześniej o nas nie słyszeli. Zaczęliśmy dostawać więcej telefonów, mówiono nam: „O, widzieliśmy was w «Mam talent», podobało nam się”. Dotarliśmy wtedy do półfinału, dostaliśmy około 19 tysięcy sms-ów, co dla nas było niesamowite. W naszym mieście było wielkie poruszenie, całe miasto było szczęśliwe i oglądało ten program.

OO: A czy są Panowie w Rosji po raz pierwszy?

MM: Przyznaję, że jestem w Rosji już po raz trzeci. Pierwszy raz byłem w 1989 roku. Wygraliśmy wtedy z kolegą na festiwalu piosenki w Zielonej Górze i z tego powodu na miesiąc pojechaliśmy do Rosji. To było fajne doznanie – poznaliśmy ostatni oddech Związku Radzieckiego. Natomiast po raz drugi przyjechaliśmy tutaj z zespołem Vox, gdy śpiewaliśmy kolędy w kościele Św. Katarzyny. Był to wspaniały koncert, bo śpiewanie o Bogu i dla Boga w tak pięknym kościele to jest coś niesamowitego.

OO: Panie Bogdanie, podczas koncertu powiedział Pan, że zakochał się w Petersburgu…

BD: I to jest cała prawda! Jestem w Rosji po raz drugi, pierwszy raz byłem w Moskwie. Natomiast Petersburg zachwycił mnie swoją przestrzenią: jest ogromny, każda kamienica jest piękna i różni się od poprzedniej…

MM: Jest to urocze. Kilka lat można tutaj spędzić, a i tak wszystkiego się nie zobaczy. Nie mówię już o całej atmosferze.

BD: Wspaniałe jest, jak ludzie tutaj się cieszą, kiedy mówimy, że jesteśmy z Polski. Wiedziałem, że są na świecie bratnie dusze, ale czy kiedyś myślałem, że spotkam je w Rosji?

MM: Mam jeszcze piękną historyjkę z dnia dzisiejszego. Poszliśmy z kolegą Darkiem na zakupy do dużego pięknego domu towarowego gdzieś przy Niewskim. Była tam jakaś akcja promocyjna i stały piękne dziewczyny, ubrane w obcisłe biało-czerwone kombinezony. Podchodzę do nich z pytaniem: „Czy wiecie, że macie kombinezony w strojach narodowych Polski?”. One mówią: „Wiemy”. „A czy wiecie, że dzisiaj jest narodowe Święto Niepodległości Polski?” – pytam. „Nie”. „No to życzę wszystkiego najlepszego z okazji naszego święta!” – mówię do nich. A one: „Поздравляем с вашим праздником!” To całe spotkanie było tak miłe i spontaniczne, że zapamiętam go już na zawsze (śmieje się).

OO: A z jakimi uczuciami wychodzili dzisiaj Panowie na tę scenę?

MM i BD: Było ciśnienie.

MM: Szczerze powiem, że lekki dreszczyk był. Ale wydaje mi się, że jeżeli ktoś wychodzi na scenę rutyniarsko i nie ma w sobie tego napięcia… chyba jest po prostu wypalony. Kiedy człowiek wychodzi na scenę, zawsze ma być ten element niepewności, czy wszystko będzie dobrze, czy repertuar będzie tu pasował. Ale potem, kiedy zaczyna się już druga, trzecia piosenka, owe uczucie mija.

OO: Panie Mariuszu, czego życzyłby Pan Polakom i Rosjanom, obecnym na dzisiejszym koncercie, i czytelnikom GP z okazji Święta Niepodległości?

MM: Przede wszystkim chciałbym w imieniu zespołu jeszcze raz serdecznie podziękować Konsulatowi RP za zaproszenie i wykonaną pracę, która pozwoliła nam wystąpić w Petersburgu. Z całego serca życzę mieszkańcom tego wspaniałego miasta dobrych, pełnych przyjaźni i miłości relacji polsko-rosyjskich. To tak, jak śpiewaliśmy w Synagodze, a tak naprawdę jest to z psalmu: „Gdy bracia żyją razem w zgodzie, jest to błogosławieństwo”. I niech tak zostanie.

Foto Denis Szczegłow