Pięc rosyjskich filmów o wojnie

Dla większości Rosjan Dzień Zwycięstwa wciąż jest jednym z najważniejszych świąt w roku. Składanie kwiatów na mogiłach braterskich, parada na Newskim Prospekcie, uroczysta Minuta ciszy – to wszystko stanowi nieodłączną część moich wspomnień z dzieciństwa, których ważność nie zawsze jest łatwo wytłumaczyć moim przyjaciołom z Polski. Z oczywistych powodów Polacy zupełnie inaczej traktują historię II wojny światowej, inne daty mają kluczowe znaczenie dla ich tożsamości. Niezależnie od tego, w obu krajach przeżycia wojenne zaowocowały ogromną ilością rozmaitych tekstów kultury i czasem właśnie do nich warto się zwrócić, aby lepiej zrozumieć przedstawicieli innego narodu.

W zeszłym roku przygotowaliśmy dla naszych rosyjskojęzycznych czytelników subiektywną listę polskich filmów o wojnie, które warto obejrzeć chociaż raz. Dzisiaj przedstawiamy Waszej uwadze analogiczną listę filmów radzieckich i rosyjskich. Nie zawiera ona najbardziej kultowych dla rosyjskiego widza produkcji (takich jak np. 17 mgnień wiosny, Los człowieka czy Tak tu cicho o zmierzchu), proponuje natomiast popatrzeć na historię wojny z różnych perspektyw czasowych i gatunkowych.

Lecą żurawie (1957, reż. M. Kałatozow)

Absolutna klasyka radzieckiego dramatu wojennego zrobiona na podstawie sztuki Wiktora Rozowa. Film przeszedł do historii również jako jedyna radziecka produkcja, która otrzymała główną nagrodę na festiwalu w Cannes. Był to jeden z przełomowych filmów czasów odwilży, zarówno pod względem artystycznym jak i fabularnym, przedstawiał bowiem wydarzenia Wielkiej wojny ojczyźnianej z perspektywy zwykłych ludzi, znajdujących się za linią frontu. Ciekawe jest też, że w czasach breżniewskiej stagnacji film był bardzo rzadko pokazywany w telewizji jako zbyt niebezpieczny pod względem ideologicznym.

W centrum fabuły znajduje się osobista historia młodej pary – Weroniki i Borysa (Tatjana Samojłowa i Aleksej Batałow). Niedługo mieli się pobrać, jednak po wybuchu wojny w czerwcu 1941 roku Borys dobrowolnie wyrusza na front, zaś Weronika zostaje w Moskwie sama. Podczas jednego z bombardowań traci również rodziców i mieszkanie. Wtedy ojciec Borysa, wybitny lekarz Fiodor Iwanowicz (Wasylij Mierkuriejw), przygarnia dziewczynę pod swój dach. Pod wpływem strachu wywołanego nalotami Weronika oddaje się bratu Borysa Markowi (Aleksandr Szworin) i bierze z nim ślub, wciąż nie wiedząc, że jej ukochany został zastrzelony. Tego rodzaju obraz młodej kobiety, która nie doczekała się narzeczonego z wojny, wydawał się wówczas bardzo kontrowersyjny, a jednak film jest całkowicie pozbawiony nachalnego moralizatorstwa i przedstawia całą paletę skomplikowanych uczuć bohaterki. W niezwykły sposób zostaje też ukazana wojna, która jest tutaj wrogiem bezosobowym: kule i bomby przylatują jak gdyby znikąd, odbierając życie jednym i łamiąc go drugim. Wobec okrutnych sił zła zwykły człowiek okazuje całkowicie bezradny, a jednak „wciąż powinien mieć nadzieję – przynajmniej na coś dobrego”.

Twardy orzech (1967, reż. T. Wulfowicz)

Film ten nigdy nie uzyskał pełnej aprobaty radzieckich widzów ze względu na swój niepoważny charakter i duże nieścisłości historyczne, jednak z perspektywy dzisiejszej wydaje się bardzo niezwykły. Jest to bowiem czysta, bezprecedensowa komedia o Wielkiej wojnie ojczyźnianej, spełniająca wszystkie gatunkowe reguły.

Młody porucznik Iwan Groźnych (Witalij Sołomin) po zranieniu został mianowany dowódcą pewnej kobiecej jednostki wojskowej. Wśród jego podopiecznych okazuje sierżant Raja Orieszkina (Nadieżda Rumiancewa) – bardzo energiczna i ostra dziewczyna, która już dawno zyskała miano twardego orzecha do zgryzienia. Gdy znajdą się za linią wroga, przyniesie swojemu nowemu dowódcy wiele kłopotów, ale uda im się dokonać razem niemało czynów bohaterskich – raczej przypadkiem, niż celowo. Dobrze nakręcony i zagrany, film próbuje potraktować wydarzenia wojenne jako pretekst do rozmaitych komicznych zbiegów okoliczności, nie staje się jednak całkowitą parodią czy kpiną z tragedii milionów ludzi. Świetnie spełnia funkcję kina rozrywkowego w ramach wybranego przez siebie gatunku – prawie jak legendarny polski film o przygodach Franciszka Dolasa, chociaż zdecydowanie brakuje mu odpowiedniego rozmachu i kultowości, aby to porównanie było w pełni uzasadnione.

Idź i patrz (1985, reż. E. Klimow)

Szokujący dramat wojenny, który wzbudził szerokie kontrowersje zarówno w kraju jak i za granicą, jest zarazem jednym z najciekawszych radzieckich filmów artystycznych. Został nakręcony na podstawie scenariusza napisanego przez białoruskiego pisarza Alesia Adamowicza i samego reżysera. Akcja rozgrywa się w 1943 roku w kilku wioskach na terenie okupowanej przez nazistów Białorusi. Głównym bohaterem jest nastoletni chłopiec Flora (Аleksej Krawczenko), który w ciągu dwóch dni z wesołego nastolatka zmienia się w siwego starca, stając się świadkiem niewyobrażalnych okrucieństw, jakie miały miejsce podczas walk oddziałów hitlerowskich z partyzantką radziecką oraz pacyfikacji białoruskich wsi.

W zamyśle reżysera film miał zostać nie tylko upamiętnieniem strasznych przeżyć sprzed czterdziestu lat, ale też ostrzeżeniem przed rozpętaniem nowych wojen i walk ideologicznych. Pierwotnie tytuł brzmiał Zabijcie Hitlera, co oznaczało, że każdy człowiek jest zobowiązany do zniszczenia tyrana w samym sobie, imię Hitlera zaś występowało jako uogólniona figura absolutnego zła. Później z różnych względów nazwa została zmieniona na cytat z Apokalipsy św. Jana: „A gdy otworzył czwartą pieczęć, słyszałem głos czwartego zwierzęcia mówiącego: Chódź, a patrzaj. A oto koń blady, a który siedział na nim, imię jemu Śmierć a piekło szło za nim” (Ap. 6: 7-8, tłum. Jakuba Wujka).

Symbolika apokaliptyczna odgrywa w filmie istotną rolę na wielu poziomach: bardzo charakterystyczne jest, na przykład, ustawienie bohaterów oraz innych elementów w kadrze w kształcie okręgu lub półokręgu – symbolizuje to kręgi Piekła, przez które przechodzi Flora. Klimow w bardzo okrutny, lecz dobitny sposób pokazuje, że każda wojna prędzej czy później staje się prawdziwym końcem świata, zarówno lokalnym (dla mieszkańców poszczególnych wiosek), tak i globalnym, gdyż wyniszcza w całym człowieczeństwie jego dobry pierwiastek.  

Kukułka (2002, reż. A. Rogożkin)

Wybitny wojenny (a raczej antywojenny) komediodramat, dla reżysera był on swego rodzaju kontynuacją serii filmów komediowych o relacjach rosyjsko-fińskich. Zachowała się nawet część obsady aktorskiej (w rolach głównych Wiktor Byczkow i Ville Haapasalo), jednak cały ton narracji jest znacznie bardziej poważny, a zarazem melancholijny i obrazowy.

Rok 1944. Fin o imieniu Veikko jest strzelcem-skazańcem porzuconym przez wycofującą się przed Rosjanami armią fińską. Zostaje przykuty łańcuchami do stanowiska strzeleckiego na skale, jednak później udaje mu się stamtąd uwolnić. Jednocześnie z transportu więziennego ucieka rosyjski kapitan Iwan, posądzony przez enkawudzistę o nieprawomyślność. Przez zbieg okoliczności dezerterzy wrogich armii trafiają do domu samotnej lapońskiej szamanki (Anni-Kristiina Juuso), która przywraca ich do zdrowia i kategorycznie zakazuje im ze sobą walczyć. Wszyscy troje rozmawiają w różnych językach, co stwarza mnóstwo dodatkowych sytuacji komicznych. Jednak z czasem rozumieją się coraz lepiej, gdyż podział, który stworzyła pomiędzy nimi wojna, jest całkowicie sztuczny. Cywilizacja wojenna, nastawiona wyłącznie na zniszczenie, przeciwstawiona jest tutaj światu natury, do którego należy Laponka. Wraz z pradawnymi wierzeniami religijnymi ten świat przywraca życie umarłym i tworzy je od nowa – i właśnie na tym polega jego podstawowa, odwieczna przewaga.

Jesteśmy z przyszłości (2008, reż. A. Malukow)

Trudno uznać ten film za najlepszą współczesną produkcję o II wojnie światowej, zasługuje jednak na uwagę przynajmniej z jednego powodu: dosyć sprawnie łączy w sobie elementy klasycznych dramatów wojennych, kina przygodowego oraz… opowieści fantastycznonaukowych.

Czwórka młodych ludzi pod kierownictwem niedoszłego doktoranta-historyka o przezwisku Borman (Daniła Kozłowski) zajmuje się nielegalnymi wykopami w pobliżu jednej z wiosek pod Petersburgiem. Poszukują artefaktów z czasów Wielkiej wojny ojczyźnianej, aby później odsprzedać je kolekcjonerom za dużą kasę. Wszyscy podchodzą do tego zadania z dużym dystansem i wykazują całkowity brak szacunku wobec wojennej przeszłości. Jeden z chłopców – Czaszka (Oleg Wasyljew) – w ogóle jest skinheadem, ma na ramieniu tatuaż w kształcie swastyki i dołączył do grupy jedynie po to, by zdobyć niemiecki Krzyż Żelazny i pistolet Walther. Podczas wykopalisk bohaterzy odkrywają schowek z czasów wojennych ze szczątkami ludzi oraz sejfem z dokumentami, w których z przerażeniem odnajdują własne nazwiska i fotografię. Myśląc, że wszystko to jest halucynacją alkoholową, idą zanurzyć się w pobliskim jeziorze, po wynurkowaniu zaś okazuje się, że bohaterowie w cudowny sposób trafili do 1942 roku. Dopóki nie znajdą sposobu na powrót do współczesności, będą musieli zawalczyć na prawdziwej wojnie, i to doświadczenie zmieni ich na zawsze.

Film zawiera mnóstwo nawiązań do kultowych radzieckich dramatów wojennych, a jednocześnie próbuje przemyśleć i opowiedzieć te tematy na nowo – przede wszystkim młodemu pokoleniowi, które w naturalny sposób nabiera do wydarzeń wojennych coraz większego dystansu. Jest więc ciekawym przykładem współczesnego rosyjskiego kina popularnego, na który warto zwrócić uwagę wszystkim zainteresowanym tematem.

Przygotowała Anna Svetlova
Zdjęcie w tle: kadr z filmu „Lecą żurawie”, www.afisha.ru

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *