Męczeńscy kapłani: wywiad z ks. Krzysztofem Pożarskim z Petersburga

Dzień odsłonięcia i poświęcenia w Petersburgu memoriału upamiętniającego 425 kapłanów, którzy stracili życie dla Chrystusa w czasach sowieckich, nie jest przypadkowy. 7 listopada w Kościele katolickim w Rosji jest dniem powszechnej modlitwy o beatyfikację nowych rosyjskich katolickich męczenników.

W kościele św. Stanisława w Petersburgu 7 listopada br. zostanie odsłonięty i poświęcony memoriał z kamiennych płyt z 425 nazwiskami kapłanów różnych obrządków i narodowości, którzy stracili życie dla Chrystusa w czasach sowieckich. Zdecydowana większość z nich to Polacy – aż 277 osób.

Jak podkreśla inicjator tego upamiętnienia ks. Krzysztof Pożarski, postulator procesu beatyfikacyjnego rosyjskich katolickich męczenników XX wieku, wydarzenie wpisuje się w realizację słów św. Jana Pawła II, aby zachować pamięć o męczennikach XX wieku w Rosji.

W rozmowie z „Naszym Dziennikiem” ks. Pożarski przypomina, że pierwszy memoriał ustanowiony został jeszcze w 1997 r. w Sandarmochu (Republika Karelii), w miejscu śmierci 23 księży z gułagu na Wyspach Sołowieckich. Potem był drugi (w 2010 roku) na cmentarzu ofiar stalinowskich w Lewaszowie koło Petersburga. Upamiętnia 12 księży rozstrzelanych w Leningradzie. Trzeci podobny memoriał znalazł się rok później na dawnym cmentarzu Wyborskim w Petersburgu.

– W czasach, gdy niszczy się autorytet księży, kapłani męczennicy powinni być dla nas bohaterami naszej chrześcijańskiej wiary – wskazuje ks. Pożarski. Zaznacza, że pamięć o męczeństwie duchownych pobudza wiernych do wytrwania w wierze w każdej trudnej sytuacji życiowej. – Są takie sprawy dotyczące wiary, że w żaden sposób nie można iść na kompromisy, aby ocalić swoje doczesne życie – podkreśla postulator procesu beatyfikacyjnego rosyjskich katolickich męczenników XX wieku.

Dzień odsłonięcia i poświęcenia w Petersburgu memoriału upamiętniającego 425 kapłanów, którzy stracili życie dla Chrystusa w czasach sowieckich, nie jest przypadkowy. 7 listopada w Kościele katolickim w Rosji jest dniem powszechnej modlitwy o beatyfikację nowych rosyjskich katolickich męczenników.

UROCZYSTE POŚWIĘCENIE

Uroczystość 7 listopada zgromadzi w kościele św. Stanisława wszystkich biskupów z czterech rosyjskich diecezji katolickich. Mszy św. wotywnej o Najdroższej Krwi Chrystusa o godz. 19.00 będzie przewodniczył ks. abp Paolo Pezzi z Moskwy. Obecni będą: ks. bp Klemens Pikkel z Saratowa – przewodniczący Konferencji Biskupów Katolickich Rosji, ks. bp Józef Werth z Nowosybirska i ks. bp Cyryl Klimowicz z Irkucka. W uroczystości uczestniczyć będzie również nuncjusz apostolski w Rosji ks. abp Celestino Migliore, a także ks. abp Jorge Carlos Patrón Wong z watykańskiej Kongregacji ds. Duchowieństwa oraz ks. abp Tadeusz Kondrusiewicz, metropolita mińsko-mohylewski.

Na Eucharystię przybędą również kapłani z dziekanatu petersburskiego i profesorowie seminarium duchownego w Petersburgu. Po Mszy św. zostanie odczytany akt męczeństwa kapłanów z Sandormochu uwięzionych na Wyspach Sołowieckich, a także apel modlitewny z nazwiskami 425 kapłanów, po czym zostanie otwarty i poświęcony memoriał.

NAJWIĘCEJ POLAKÓW

Na memoriale z kamiennych płyt umieszczony jest napis (tłumaczenie): „Pamięci 425 katolickich kapłanów, różnych obrządków i narodowości, zabitych w więzieniach, obozach i na zsyłkach (1918-1958)”. Niżej wymienione są nazwiska i inicjały imion 425 kapłanów dziesięciu narodowości. Polaków jest najwięcej – 277. Oprócz nich są jeszcze: Niemcy – 64, Litwini – 23, Białorusini – 19, Rosjanie – 16, Ormianie – 8, Ukraińcy – 7, Łotysze – 6, Gruzini – 4 i jeden Słowak.

WAŻNE ŚWIADECTWO

Pod nazwiskami przypomniane zostały słowa św. Jana Pawła II, które stanowią dla nas wezwanie do pamięci o męczennikach. „W naszym stuleciu wrócili męczennicy. A są to często męczennicy nieznani, jak gdyby nieznani żołnierze wielkiej sprawy Bożej. Jeśli jest to możliwe, ich świadectwa nie powinny być zapomniane w Kościele” (Tertio millennio adveniente). „Na szczególną pamięć zasługuje martyrologium kapłanów w łagrach syberyjskich czy innych na terenie Związku Sowieckiego” (Dar i Tajemnica). Na wielkie znaczenie pamięci o zamordowanych duchownych wskazuje postulator procesu beatyfikacyjnego rosyjskich katolickich męczenników XX wieku.

– Kapłani męczennicy dają nam zawsze dobry przykład wytrwania w wierze do końca. Dlatego są dla nas przewodnikami, prowadzą nas pewną drogą, aby otrzymać niewiędnący wieniec wiecznej chwały. Nigdy nie wiemy, kiedy i jak mogą powtórzyć się prześladowania ludzi wierzących w Chrystusa. Dlatego też człowiek wierzący powinien być gotowy do męczeństwa, aby w chwilach próby nie zaprzeć się Jego, jedynego Zbawcy, jaki istnieje – podkreśla ks. Krzysztof  Pożarski.

W Rosji toczy się proces beatyfikacyjny rosyjskich męczenników katolickich XX wieku. Ile osób obejmuje?

– „Nowi katoliccy męczennicy Rosji” to program, który został zatwierdzony przez Konferencję Rzymskokatolickich Biskupów Rosji w dniu 30 stycznia 2002 r. Zmierzał on do tego, aby przynajmniej niektórych męczenników pierwszej połowy XX wieku wynieść do chwały ołtarzy. Na pierwszym etapie zbierano wiadomości o kandydatach do beatyfikacji, a więc dokumenty o ich życiu i śmierci, a także o prywatnym kulcie, który już musiał zaistnieć. Spośród kilkuset męczenników do chwały ołtarzy wybrano kilkunastu, których dokumentacja o męczeńskiej śmierci za Chrystusa była najpełniejsza. Zgromadzone o nich dokumenty zostały zaprezentowane w Watykanie, a później zaaprobowane. Rozpoczął się proces beatyfikacyjny, który otrzymał tytuł „Dzieło o beatyfikacji albo ogłoszenia męczennikami Sług Bożych abp. Edwarda Profittlicha, biskupa tytularnego Adrianopola, administratora apostolskiego w Estonii, członka Towarzystwa Jezusowego, i jego 15 współtowarzyszy.

Pomnik zamorodwanym katolikom w ZSRR na Lewaszowskim Pustkowiu

Kiedy formalnie rozpoczął się ten proces?

– Sam proces beatyfikacyjny został uroczyście rozpoczęty w dniu 31 maja 2003 r. w Petersburgu przez ks. abp. Tadeusza Kondrusiewicza, ówczesnego metropolitę i ordynariusza Archidiecezji Matki Bożej w Moskwie. W tym momencie kandydaci do chwały ołtarzy otrzymali tytuł Sług Bożych.

17 stycznia 2014 r., ze względu na to, że proces Sługi Bożego abp. Profittlicha został przekazany do Estonii, na czele procesu katolickich męczenników stanął bp Antoni Malecki i w związku z tym nastąpiła korekta w tytule procesu: „Sprawa o beatyfikacji albo ogłoszenia męczennikami Sług Bożych biskupa Antoniego Maleckiego, biskupa tytularnego Dionysiany, administratora apostolskiego Leningradu i jego 14 współtowarzyszy”.

Biskup Antoni Malecki

 Kim są ci męczennicy i jakiej narodowości?

– Wśród naszych rosyjskich męczenników znalazło się 12 kapłanów, dwie siostry zakonne i jedna osoba świecka, różnych obrządków i narodowości. Przy czym większość ze Sług Bożych stanowili Polacy.

Ile potrwa proces?

– Trudno jeszcze powiedzieć. 1 lipca 2017 r. ks. abp Paolo Pezzi, ordynariusz Archidiecezji Matki Bożej w Moskwie, mianował mnie postulatorem procesu wyniesienia do chwały ołtarzy rosyjskich katolickich męczenników pierwszej połowy XX wieku. Mimo pewnych wahań zgodziłem się na to, gdyż metropolita zaakceptował 15 punktów mojej działalności jako postulatora, które obecnie realizuję.

Czy w tej pracy napotyka Ksiądz jakieś przeszkody?

– Najważniejszą sprawą jest obecnie reorganizacja całego procesu, gdyż na samym początku zostały popełnione pewne błędy. Dzisiaj chcemy ograniczyć liczbę Sług Bożych do kilku osób, do tych tylko, którzy zakończyli duchowne seminarium w Petersburgu lub Saratowie, a później pracowali na terytorium dzisiejszej Federacji Rosyjskiej.

Do beatyfikacji potrzebny jest prywatny kult Sług Bożych w naszych rosyjskich parafiach czy też we wspólnotach zakonnych. Niestety, dotychczas nie widać było należytego zainteresowania i pomocy ze strony różnych instytucji kościelnych, do których przynależeli Słudzy Boży. Teraz niektóre sprawy chcemy przekazać do dalszego procesu ich beatyfikacji odpowiednim wspólnotom kościelnym.

Ostatecznie w naszym procesie powinno zostać siedmioro Sług Bożych: bp Antoni Malecki, prałat Konstanty Budkiewicz, księża: Franciszek Budrys, Jan Trojgo, Paweł Chomicz, Antoni Czerwiński, a także osoba świecka – Kamila Kruszelnicka. Oprócz nich do aktualnego procesu chciałbym dołączyć także męczenników: ks. Antoniego Dziemieszkiewicza, proboszcza z Niżnego Nowogrodu, a także biskupa władywostockiego Karola Śliwowskiego. Wszystkie te nasze plany powinna potwierdzić jeszcze Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych. Jeśli tak się stanie, to dosyć szybko zakończymy proces diecezjalny i przekażemy go dalej do Rzymu.

Czy mógłby Ksiądz podać jakiś przykład męczeństwa?

– Bardzo wstrząsający był moment śmierci kilkudziesięciu księży i tych katolików świeckich, którzy byli uwięzieni na Wyspach Sołowieckich, w tym Sługi Bożej Kamili Kruszelnickiej i ks. Antoniego Dziemieszkiewicza. Jeszcze przed śmiercią musieli przeżyć prawdziwą Drogę Krzyżową.

W drugiej połowie 1937 r. rząd sowiecki rozpoczął likwidację tam gułagu. Znaczna liczba więźniów została wtedy przetransportowana do innych więzień. Byli jednak więźniowie, jak wnioskowali przywódcy NKWD, wrogo nastawieni do sowieckiego reżimu i niepodlegający „nawróceniu”.

W październiku 1937 r. więźniowie pozostający na Solówkach zostali skazani na śmierć. Postanowiono ich zabić, wywożąc na stały ląd, gdyż tak licznej egzekucji nie można by utrzymać w tajemnicy. Jako miejsce kaźni wybrano leśny obszar w Sandormochie w rejonie Miedwieżegorska w Republice Karelii.

27 października pierwszy, a potem następne etapy były ładowane na barkę, a później ślad po nich ginął. Przez wiele lat istniała wersja, że tych ludzi po prostu zatopili na barkach w Morzu Białym. Jednak w 1995 roku organizacja Memoriał znalazła w archiwach FSB w Archangielsku oryginalne dokumenty egzekucji i nazwiska rozstrzelanych.

Jak wyglądała ich śmierć?

– To był straszny sposób mordowania więźniów. Byli przewożeni w partiach po 200-250 osób z Solówek do portu Kiem, następnie koleją transportowano ich do Miedwieżegorska, gdzie byli więzieni w drewnianym budynku zakładu karnego.

Skazańców do śmierci „przygotowywano” w trzech pomieszczeniach baraku znajdujących się na parterze. W pierwszym pokoju sprawdzano dane osobowe, rozbierano więźniów do naga i przeszukiwano ich odzież. W drugim pomieszczeniu rozebranym krępowano sznurem ręce od tyłu. W trzecim zaś, nagich i związanych, ogłuszano uderzeniem drewnianą pałką w tył głowy. Potem ładowano po czterdziestu do samochodu jak pnie drzew, jednego na drugim, kilka warstw. Na końcu przykrywano ciała brezentem, na który siadali enkawudziści. Jeśli ktoś odzyskiwał przytomność, to oni „uspokajali” go ponownym uderzeniem drewnianą pałką w głowę.

Po przybyciu na miejsce kaźni ludzi, jeszcze żywych i przytomnych, zrzucali do przygotowanego dołu. Tam kapitan bezpieczeństwa państwowego Michaił Matfiejew albo jego pomocnik strzelał każdemu skazańcowi w tył głowy. W ten sposób w ciągu pięciu dni wymordowano 1111 osób, po 200-250 ludzi każdego dnia. Zamordowano wówczas kilkadziesiąt katolickich księży różnych obrządków i narodowości. Ciała zabitych zaś posypywano wapnem i zasypywano ziemią. Egzekucje te odbyły się w przeddzień 20. rocznicy Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej. I tak, 27 października zabito 208 osób, 1 listopada – 210, 2 listopada – 180, 3 listopada – 265, zaś 4 listopada – 248.

Dziękuję za rozmowę.

Sławomir Jagodziński, „NASZ DZIENNIK” Środa, 24 października 2018, Nr 247 (6301)