Janek Karbownicki i „Wiadomości Polskie” na Kubaniu

„Moja życiowa zasada – nie mogę przez cały czas brać,

muszę też coś dawać”

(JK)

Teresa Konopielko – Jestem pod wrażeniem ubiegłorocznego październikowego pobytu w Krasnodarze. Dzięki organizatorom konferencji „Polacy w Rosji” miałam okazję zapoznać się z ożywioną działalnością Polaków na Kubaniu. Panie Janie! Karbownicy i Kubań. Jaka jest historia rodu Karbownickich?

Jan Karbowniki – Historia rodu Karbownickich jest ciekawa i zawiła. Sięga ona wydarzeń wieku XIX. Według rodowej legendy, rodzina posługiwała się szlacheckim nazwiskiem Karbowscy. Byłem pewien tego, że w gruncie rzeczy każda legenda jest chociażby po części źródłem prawdy. Udowodniłem to na podstawie odnalezionych dokumentów – mój pradziadek Maksym Ryszard Karbowski urodził się w 1879 roku w Radomiu. Przez pomyłkę rosyjskojęzycznego pisarza został on zapisany w metryce jako Karbownicki (w księdze kościelnej pozostało prawdziwe nazwisko Karbowski). W 1905 roku, jako młody uczestnik strajku radomskiego, Maksym został zesłany przez cara do miasta Majkop w Kubańskiej obłasti (dzisiaj Majkop jest stolicą Adygei). Tam zamieszkał na stale i założył rodzinę. Miał czwórkę dzieci. Niestety, w 1938 roku Maksym wraz z młodszym synem Kazimierzem został rozstrzelany w trakcie stalinowskiej operacji polskiej jako członek POW (typowe dla tego okresu absurdalne oskarżenie Polaka w ZSRR). Starszy syn Michał – mój dziadek – został wtrącony do więzienia. Po 9 miesiącach został zwolniony – nie udowodniono mu postawionych zarzutów. W tym samym roku urodził się mój ojciec, ale moja babcia, ze względu na represje stalinowskie, bała się pójść do urzędu i go zameldować. Dziecko przez 2 miesiące pozostawało bez imienia. W końcu nadano mu imię Stanisław ku czci słynnego profesora Stanisława Oczapowskiego, którego studentką w owym czasie była moja babcia. Takie były czasy…

Jan Karbownicki i Aleksander Piotrowski

TK. Rozumiem, że działalność polonijna Pana i całej Rodziny jest motywowana więzami krwi i zachowanymi tradycjami zaszczepionymi przez przodków. Jak to się stało w Krasnodarze?

JK. Przez przypadek. Choć od dzieciństwa wiedziałem o swoim polskim pochodzeniu, to nie miałem zielonego pojęcia o istnieniu polonijnej organizacji w Krasnodarze. Tym bardziej byłem zdziwiony, kiedy w 2012 roku, w dziecięcej przychodni powtórzyłem nazwisko córki Pauliny (na prośbę rejestratorki) i stojąca obok kobieta zapytała mnie o nazwisko i jego pochodzenie. Nie za bardzo lubiłem o tym mówić, tym bardziej, że przez całe życie ojciec przestrzegał mnie przed takimi rozmowami, szczególnie z nieznajomymi (wiadomo, z jakich powodów). Mimo wszystko odpowiedziałem i w trakcie rozmowy dowiedziałem się o kubańskiej organizacji polonijnej. Po tygodniu nawiązałem kontakt z prezesem Kubańskiej Polonii – Olkiem Sielickim. Dzięki mojej nauczycielce, Helenie Skirda, pół roku później rozmawiałem już po polsku, a po roku otrzymałem Kartę Polaka. To był chyba najszybszy przypadek otrzymania Karty Polaka w historii naszej organizacji (śmieje się). Obecnie pełnię obowiązki wiceprezesa, nauczyciela języka polskiego, redaktora pisma oraz redaktora naczelnego portalu polonijnego http://polonia-rosja.ru/.

TK. Życie pozazawodowe związał Pan z działalnością na rzecz polskiej społeczności na Kubaniu i w Rosji. Od czego się zaczęło?

JK. Byłem zachwycony nowymi perspektywami, które otwierały się przede mną po tym, jak zacząłem czytać, pisać i mówić po polsku. Nawiasem mówiąc, do tej pory uważam, że najważniejsze jest nie udowodnienie polskiego pochodzenia (chociaż jeżeli taka osoba posiada dokumenty potwierdzające polskie korzenie, to w jakimś sensie ułatwia jej to życie), a posługiwanie się językiem ojczystym i zaangażowanie w poznawanie piękna polskiej kultury. Do spotkania z Sielickim interesowałem się swoim pochodzeniem i polską kulturą, ale nie było to w żaden sposób usystematyzowane. Teraz był! A dzięki wiedzy, którą miałem mogłem poświęcić trochę swojego czasu takim osobom jak ja – czemu nie? Moja życiowa zasada – nie mogę przez cały czas brać, muszę też coś dawać. Najpierw brać udział w imprezach polonijnych, a potem je organizować – to była już kwestia techniczna. Nie matura, lecz chęć szczera zrobi z Ciebie oficera, prawda?

TK. – Polska polonijna prasa. Jeden ze starszych polskich tytułów ( Wiadomości Polonijne Polskie) edytowanych w Rosji. Początki … Jak obecnie wygląda praca w tym obszarze? Kto redaguje, kto pisze, tłumaczy, jak powstają kolejne numery i jaka jest ich tematyka?

JK. – Po roku lekcji z języka polskiego doszedłem do wniosku, że w moim przypadku nie warto kontynuować zajęć w grupie. Wśród nielicznych nauczycieli języka polskiego w naszej organizacji tylko nasz starszy pan, szanowny Aleksander Piotrowski, prowadził z uczniami zajęcia indywidualne. Wówczas jeszcze nie znałem pana Aleksandra osobiście, ale zwróciłem się z prośbą bezpośrednio do niego. Nie odmówił. Nasze zajęcia konsekwentnie przekształcały się w pracę nad materiałem do kolejnych egzemplarzy Wiadomości Polskich, których redaktorem i tłumaczem był (i jest) pan Piotrowski. Z biegiem czasu wziąłem na siebie całą rosyjskojęzyczną część pracy redakcyjnej. Teraz już prawie nie mam problemów i z polskim. Drobne błędy, które wciąż popełniam, pan Piotrowski merytorycznie poprawia, ale pozostaje ich, na szczęście, coraz mniej. Co dotyczy trybu pracy nad pismem, to robimy to wszystko we trójkę – redaktor naczelny- Sielicki, tłumacz i redaktor – Piotrowski, tłumacz, redaktor i częściowo autor-korespondent – Karbownicki. Dzięki współczesnym rozwiązaniom technicznym nie musimy spotykać się bardzo często i prowadzić obrad redakcyjnych (choć od czasu do czasu to robimy) – jesteśmy w stałym kontakcie mailowym i mobilnym – to nam w zupełności wystarcza. Tematyka Widomości Polskich jest rozmaita – są stałe rubryki (życie polonijne, nasza piękna polska mowa, nasze rodowody), ale często też proponujemy miejsce na naszych łamach autorom z Polski. Publikujemy najciekawsze artykuły na temat historii polskich odznaczeń, muzeów, genealogii itp. Jeżeli zdarza się, że taki materiał nie ukazywał się wcześniej w języku rosyjskim, to staramy się go przetłumaczyć i opublikować w obu wersjach językowych. Jest to ciężka praca i do tego nieodpłatna, więc najczęściej i najchętniej pracuję nad tym wszystkim nocą. Redaktorzy Piotrowski i Sielicki wiedzą, że mogą do mnie zadzwonić (i dzwonią) o północy (śmieje się).

Jan Karbownicki i Aleksander Piotrowski

TK. – Właściwie nikt nie podejmuje (oprócz oficjalnych sprawozdań urzędowych) tematu istnienia prasy polonijnej w Rosji. Jesteśmy pomijani, tak jakby to był wstydliwy temat, nie ma nas na forach prasy polonijnej i przy okazji tworzenia organizacji zrzeszających dziennikarzy polonijnych. Tak naprawdę, to nawet my sami nie potrafimy wymienić wszystkich tytułów pism polonijnych w Rosji. Czy to oznacza, że jesteśmy zbyt rozproszeni na ogromnej mapie zamieszkania, czy jest to nasz świadomy wybór lub zatajone rozgoryczenie związane z brakiem zainteresowania naszą pracą?

JK. – Ciężko mi jest odpowiedzieć we właściwy sposób na to pytanie… Oczywiście, wpływ na tę sytuację ma ogromna przestrzeń Federacji Rosyjskiej. Od dzieciństwa uczono nas, że kiedy w Moskwie jest południe, w Pietropawłowsku mamy północ, prawda? Ale…będąc od lat czynnym redaktorem Wiadomości Polskich, wciąż nie jestem w stanie, również jak i Pani, wymienić tych tytułów… zarówno tych rosyjskich, jak i z innych krajów. Nigdy nie zostałem zaproszony na żadne forum mediów Polonii – ani w Rosji, ani w Polsce. Tak jakby jestem, a jednocześnie jakby mnie nie było – przebywam w próżni informacyjnej. Przypuszczam nawet, że właśnie na Kubaniu o Polaku, Janie Karbownickim wiadomo więcej, niż w pozostałej części Rosji czy w Polsce – od czasu do czasu promuję kulturę polską nawet w telewizji państwowej Kraju Krasnodarskiego, nie mówiąc już o reprezentatywnej funkcji wiceprezesa. Myślę, że taka sytuacja upoważnia mnie do tego, aby szczerze powiedzieć, że zatajone rozgoryczenie tą dziwną sytuacją nie jest mi obce. Jestem typem nieuleczalnego optymisty i mam nadzieję, że sytuacja się poprawi, nawet jeżeli na razie nie obserwujemy ku temu przesłanek.

TK. Powstała nowa ogólnorosyjska organizacja polonijna, do której przystąpiło już kilkanaście wspólnot z całej Rosji. Czy jest nadzieja na spotkanie chociażby redaktorów naczelnych danych organizacji i czy jest taka potrzeba?

JK. – Potrzeba, owszem, jest i całym sobą jestem „za” takim spotkaniem. Czy odbędzie się to spotkanie, czy nie – to pytanie należałoby skierować, oczywiście, do prezesa organizacji. Przypuszczam, że zorganizować takie spotkanie to nie lada problem. Ale jestem pewny, że to się uda załatwić i trzymam kciuki.

TK. – Czytelnicy. Pisać teksty po polsku i po rosyjsku? W jaki sposób do nich dotrzeć? Odwieczne pytania! Często bez odpowiedzi…

JK. – Od założenia aż do dzisiaj Wiadomości Polskie to pismo dwujęzyczne, i kropka. Częściowo materiały ukazują się w naszym piśmie w języku polskim, częściowo zaś w rosyjskim. Najważniejsze z nich publikujemy (za zgodą autorów) w obu językach – tak było, na przykład, z podwójnym numerem WP w 2012 roku, kiedy przetłumaczyłem na rosyjski cały numer poświęcony 220. rocznicy orderu Virtuti Militari. Autor artykułu, profesor Zdzisław Wesołowski (USA) , z którym nawiązałem wcześniej kontakt, wyraził zgodę na takie rozwiązanie – tak ciekawy materiał na temat Virtuti Militari w Rosji ukazał się po raz pierwszy. Nie chcieliśmy pozbawiać tak wspaniałej lektury Rosjan, którzy nie posługują się polskim (dotyczy to również Polaków w Rosji, ze znanych powodów mających ogromne trudności z językiem polskim). Zajęło to nam ponad pół roku, ponieważ autor będąc jeszcze dzieckiem wyemigrował z Gdyni do Stanów i znacznie lepiej mówi i pisze po angielsku niż po polsku. Ktoś z Polonii Florydy, której prezesem wtedy był autor, przetłumaczył artykuł na polski, ale z licznymi anglicyzmami i drobnymi błędami. Zmuszeni byliśmy najpierw poprawić błędy w polskiej wersji artykułu, a dopiero potem mogliśmy zająć się tłumaczeniem na rosyjski i redagowaniem. Autor tekstu był bardzo zadowolony, a numer ten do tej pory cieszy się ogromną popularnością wśród falerystów, jak polsko tak i rosyjskojęzycznych. Myślę, że wykonujemy naszą pracę dobrze i chcemy kontynuować naszą działalność w tym że duchu.

Jan Karbownicki, Aleksander Sielicki i Aleksander Piotrowski

TK. – Jak powinno wyglądać idealne czasopismo polonijne w Rosji, a może konkretnie w regionie zamieszkania, np. w Krasnodarze?

JK. -Tak, jak wyglądają Wiadomości Polskie (śmieje się). Tym bardziej, że od 2018 roku to nie jest już pismo Polaków z Południa Rosji – teraz to jest pismo Polaków Rosji z całego kraju dzięki założonej ogólnorosyjskiej polonijnej organizacji Związek Polskich Organizacji „Jedność”.

TK.- Marzenia polonijne – te na co dzień i na dalszą perspektywę?

– Marzę o bardziej ścisłych kontaktach z Polską – krajem odległym od Kubania o ponad dwa tysiące kilometrów, a jednocześnie tak bliskim. Marzę o stażu w polskich mediach – w 2017 odmówiono mi udziału w programie Kirklanda ze względu na to, że miałem już skończone 41 lat. Program ten był skierowany do osób w wieku do 40 lat. Bzdura, ale mamy co mamy. W przyszłości pragnąłbym odnowienia ruchu polonijnego w Rosji, owocnej działalności założonej ogólnorosyjskiej organizacji, założenia prawdziwej szkoły języka polskiego w Krasnodarze… Tego na razie starczy – jak na współczesne warunki są to i tak śmiałe marzenia. Mogę tylko powiedzieć, że postaram się zrobić wszystko co w mojej mocy, aby zrealizować te marzenia.

TK. Jak się miewa przysłowiowy Polak na Kubaniu? Odniosłam wrażenie, że jest młody, zaangażowany, zakochany w Małej Ojczyźnie i pielęgnujący swoje korzenie. Dodam jeszcze: rozśpiewany, roztańczony ( nie tylko na ludowo), z poczuciem humoru i romantycznymi uniesieniami w muzyce, poezji, teatrze… Jak się miewa dziennikarz polonijny…?

JK. -… i zapracowany (uśmiecha się). Tak, Polak z Kubania to właśnie osoba o wymienionych przez Panią cechach. Oczywiście, ma w sobie jeszcze trochę temperamentu kaukaskiego, to prawda. Co tyczy się dziennikarzy polonijnych z Kubania, to oprócz siebie mogę wymienić jeszcze tylko dwóch – Piotrowskiego i Sielickiego. Tego będzie chyba za mało, aby scharakteryzować postać kubańskiego dziennikarza polonijnego… Choć jedno mogę powiedzieć z cała mocą – jestem bardzo dumny, że to właśnie z nimi współtworzę „redakcyjną trójkę” Wiadomości Polskich.

25 marca 2019
Rozmawiała:
Teresa Konopielko
Redakcja: Agata Prostko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *