Ilona Witkowska: „Poezja jest dla mnie naturalną formą ekspresji – uważam, że im mniej słów dobrze rozpiętych, tym lepiej”

Jako przedstawicielka młodego pokolenia polskich poetów Ilona Witkowska już kilkakrotnie była wyróżniana przez krytyków i miłośników poezji. Projekt jej debiutanckiego tomu „Splendida realta” w 2010 roku otrzymał Nagrodę Specjalną Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Jacka Bierezina, a trzy lata później, gdy książka już się ukazała, poetka została laureatką Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius w kategorii debiut roku. Jej drugi tom „Lucyfer zwycięża” (2018) również był nominowany do tej nagrody w kategorii książka roku, a dodatkowo znalazł się na krótkiej liście nominowanych do prestiżowej Nagrody Poetyckiej im. Wisławy Szymborskiej i Poznańskiej Nagrody Literackiej.

Z poetką udało mi się porozmawiać tej jesieni, podczas 10. edycji Festiwalu Conrada. Wraz z innymi przedstawicielami współczesnej polskiej sceny poetyckiej uczestniczyła w dyskusji o poezji i polskości. Dla młodego pokolenia pojęcia te wcale nie są tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać. Jego przedstawiciele próbują spojrzeć na świat nieco inaczej niż ich rodzice i opowiedzieć o nim za pomocą własnego, niekiedy bardzo dostadnego języka literackiego.

Rozmawiała Anna Svetlova

Zdjęcie: Krzysztof Ćwik

Anna Svetlova: Często uważa się, że każde pokolenie poetów kształtuję własną, osobliwą epokę literacką. Czy Twoim zdaniem o współczesnym pokoleniu polskich poetów można coś takiego powiedzieć?

Ilona Witkowska: Tutaj w Krakowie mamy bardzo silną i spójną grupę, którą nazywają Nową Fazą – w podobieństwie do Nowej Fali, ale też w odróżnieniu od niej. A tak poza tym… myślę, że działamy w dużym rozproszeniu. Wydaje mi się, że w ogóle cała kultura jest teraz podzielona na nisze, również środowisko literackie.

AS: A czy jest Ci bliska wykreowana przez Tomasza Bąka wizja [beep]generation, które nie umie wyrażać swojego stosunku do świata inaczej niż za pomocą rozpaczy i niecenzuralnych słów?

IW: Na pewno tak – wyrażamy „wk*rw”, tak jak pisze o tym Tomek. Konrad Góra też powiedział, że „posłano nas, by unaocznić państwu, skoro wszyscy uparli się oniemieć”. Jeśli coś nas pcha do wyrażania swojego stosunku do świata, to właśnie gniew, rozgoryczenie, żal… nawet brak perspektyw, w pewien sposób. Tak naprawdę nigdy nie utożsamialiśmy się z tym, w co niby mają wierzyć dzisiaj młodzi ludzie.

AS: Czy jako obecna mieszkanka wsi dostrzegasz jakieś istotne różnice pomiędzy młodymi ludźmi stamtąd a z miasta?

IW: Chyba są jakieś różnice, ale ja bardziej widzę podobieństwo. Na przykład obecne pokolenie trzydziestolatków – wydaje mi się, że starają się oni po prostu „przepłynąć”, „przebujać” przez życie, nie przywiązując się do jakichś konkretnych planów na przyszłość. Nie myśli się już tyle o stabilnej karierze i o rozwoju, tylko raczej o tym, jak „oszukać” ten świat i jakoś sobie w nim poradzić.

AS: A skoro można teraz pracować na odległość, nie trzeba przywiązywać się do jakiegoś konkretnego miejsca na mapie…

IW: Tak, to w pewnym sensie pokolenie „kombinowania”.

AS: Myślisz, że jego przedstawiciele, ale i Polacy w ogóle, czytają dzisiaj poezję? Czy wciąż jest ona ważnym medium określającym ich tożsamość?

IW: Myślę, że nie. Jeszcze nie tak dawno temu były teksty, które stanowiły płaszczyznę odniesienia dla wszystkich, a teraz takich tekstów brak.

AS: Czyli proza dzisiaj łatwiej trafia do polskiego czytelnika?

IW: Na pewno.

AS: To dlaczego zdecydowałaś się na poetycką formę ekspresji artystycznej?

IW: Bo ja kocham poezję! Proza jest trudna, trzeba napisać potwornie dużą ilość tekstu… a w poezji tego tekstu może być bardzo, bardzo mało i właśnie to mi się podoba. Ja lubię redukcję, więc poezja była dla mnie naturalną formą ekspresji. Uważam, że im mniej słów dobrze rozpiętych, tym lepiej.

AS: A gdybyś miała wyrecytować dowolny wiersz z pamięci, co by to było?

IW: Swój czy cudzy?

AS: Może być i ten, i ten.

IW: Swój…

Nie planowany postój w ustronnym miejscu.
Warszawa je konfetti, kobiety na klatce krzyczą.
Często śni mi się jeden stopień w dół.
Czy cichy narcyzm niszczy to, co jest dobre w człowieku?
Co jest dobre w człowieku?

A cudzy… Znam dużo wierszy na pamięć, ale tak wywołana do tablicy… Masmiks Tomka Pułki. Jego Blendę też mogłabym powiedzieć w całości.

AS: Wiosną dostałaś nominację od razu do kilku nagród, między innymi do Nagrody Szymborskiej. Czy uważasz, że nagrody wciąż mają znaczenie w środowisku literackim?

Podczas Gali Nagrody im. Wisławy Szymborskiej, Kraków 09.06.2018. Zdjęcie: Adam Walanus

IW: Tak, wydaje mi się, że nagrody są ważne, i to z kilku względów. Nie ma innego sposobu weryfikacji, czy jesteś dobrym poetą, czy nie. Tak potwornie mało ludzi teraz czyta poezję, że różnice w liczbie sprzedanych egzemplarzy nie powiedziałyby, kto jest lepszy, a kto gorszy, w sensie bardziej lub mniej popularny. Uważam, że nagrody mają sens – dlaczego nie, trzeba nas jakoś oceniać. Dla mnie największym znaczenie ma właśnie Nagroda im. Wisławy Szymborskiej. Bardzo chciałam dostać też nominację do Gdyni, niestety, tym razem się nie udało. Wydaje mi się bardzo sympatyczną nagrodą, do tego podobno mają najlepsze imprezy – nad morzem, więc musi być ekstra (uśmiecha się). Nominacje zawsze są bardzo miłe, a nagrody, jeśli już je się dostanie, potrafią ustawić człowieka na rok życia do przodu. Przecież my jako twórcy bardzo mało zarabiamy, chyba że mamy „normalne” zawody i zajmujemy się poezją tylko w czasie wolnym. Przyjemnie jest więc dostać jakieś pieniądze za swoją często wieloletnią i wytężoną pracę.

AS: Twój ostatni tom nosi nieco prowokacyjny, jakby nie patrzeć, tytuł – Lucyfer zwycięża. Pierwsza interpretacja, która przychodziła mi do głowy podczas jego lektury, była taka, że w kraju pozornie bardzo religijnym wciąż jest tyle zła, ułamki którego właśnie przedstawiasz w wierszach, że może trzeba jednak się zastanowić, co z tą religijnością jest nie w porządku. Czy to oznacza, że Lucyfer zwycięża? A może jednak można coś w tej sprawie zrobić?

IW: Absolutnie tak, interpretacja z Polską jako krajem katolickim, gdzie jest tyle zła, że Lucyfer  jednak wygrywa, jest jak najbardziej zgodna z moją wizją. Przy czym dla mnie Lucyfer był tu przede wszystkim panem poranka, czyli nośnikiem światła. Wzięłam go, bo jest dwuwymiarowy: światło daje życie, jest potrzebne, ale jak coś jest bez przerwy wystawione na jego działanie, to umrze. Dla mnie lucyferyczne światło symbolizuje postęp – wszystko to, co jest wiedzą, logiką, co odsłania tajemnice świata. Ale też ten jego wymiar, który jest podporządkowany logice rynku i zysku, rozwojowi w znaczeniu posiadania coraz większej ilości dóbr.

AS: Myślisz, że to odrzucanie religijności przez młodych, o którym ostatnio często się mówi, wynika z ich podobnych obserwacji? Czy jest raczej typowym buntem przeciwko ideałom ojców?

IW: Mam nadzieję, że to jest odrzucanie autorytetu jako takiego. Bardzo nie lubię opresji i uważam, że należy się buntować przeciwko każdej formie władzy, nie tylko tej, która jest nad nami, ale też tej, którą sami posiadamy nad innymi – zmierzać ku równości bytów jako takich. Ale też mam nadzieję, że to jest początek upadku patriarchatu i ślepej wiary w narzucone ideały. Że jest to próba podjęcia większej odpowiedzialności, szukania własnych dróg.

AS: Skoro już wspomniałaś o buncie przeciwko patriarchatowi – zauważyłam, że w 2018 roku nominację do Nagrody Szymborskiej dostały prawie same kobiety… Cieszysz się z tego faktu, że w ogóle dużo kobiet teraz tworzy?

IW: Tak, w tym roku byłyśmy my cztery [Julia Fiedorczuk, Natalia Malek, Marta Podgórnik i Ilona Witkowska – A.S.] i jeden Wojtek [Bonowicz – A.S.]. Bardzo się cieszę, kiedy dziewczyny piszą fajne wiersze, mówią mądre rzeczy i w ogóle zajmują się ciekawymi sprawami. Myślę, że wszystkie się z tego cieszymy i wspieramy się nawzajem.

AS: Na koniec chciałabym zaproponować Ci wybrane pytania ze słynnej listy zwanej kwestionariuszem Prousta. Co jest dla Ciebie największym szczęściem?

IW: Och, jakie to trudne pytanie… Myślę, że największym szczęściem jest, kiedy uratuję coś drobnego i niewinnego przed zagrożeniem.

AS: Gdzie chciałabyś mieszkać?

IW: Albo tam, gdzie obecnie mieszkam, czyli w górach, w pięknym starym budynku, albo gdzieś nad morzem, żeby było ciepło.

AS: Ulubiony kompozytor (albo też zespół muzyczny)?

IW: Jean-Baptiste Lully.

AS: Błędy, które najchętniej wybaczasz?

IW: Krzywdy wyrządzone wobec mnie.

AS: Słowa, których nadużywasz?

IW: Słowo „chyba”.

AS: Bardzo dziękuję za rozmowę!

Kraków, październik 2018

Zdjęcie w tle: Krzysztof Ćwik, Rolling Eye Photography
http://kriscwik.blogspot.com