Dorota Segda: „Teatr nie może zasklepić się we własnym muzeum”

"Szczęśliwie okazało się, że Kraków i Petersburg są miastami partnerskimi! Mam nadzieję, że to odkrycie pomoże nam w nawiązaniu współpracy. Wierzę, że uda się urzeczywistnić moje marzenie o polsko-rosyjskiej teatralnej wymianie artystycznych wizji młodych aktorów i reżyserów".

Wybitna polska aktorka, ma w swoim życiorysie imponującą listę kreacji teatralnych, filmowych i telewizyjnych. Popularność wśród polskich widzów zdobyła przede wszystkim dzięki tytułowej roli w dramacie biograficznym „Faustyna” (1994, reż. J. Łukaszewicz) oraz kreacji matki w filmie „Tato” (1995, reż. M. Ślesicki). Publiczności rosyjskiej jest natomiast znana ze swojej debiutanckiej roli (a właściwie ról) w węgierskiej produkcji „Mój wiek XX” (1989, reż. Ildikó Enyedi), gdzie wystąpiła w parze z wybitnym radzieckim aktorem Olegiem Jankowskim. Od 1987 gra w krakowskim Teatrze Starym, a w latach 1997-2000 występowała również w Teatrze Narodowym w Warszawie.

Jest profesorem sztuk teatralnych, prowadzi zajęcia w Akademii Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie. Jako obecny rektor Akademii w listopadzie 2019 roku została zaproszona na Petersburskie Forum Kultury, gdzie wraz z rosyjskimi i polskimi kolegami brała udział w okrągłym stole „Współczesny teatr: problemy i osiągnięcia”. Jak sama opowiedziała „Gazecie Petersburskiej”, oprócz dyskusji na temat roli teatru w życiu społeczeństwa istotne było dla niej odnowienie współpracy z rosyjskimi uczelniami teatralnymi. Przede wszystkim zaś cieszyła się ze spotkania z uwielbianą przez nią od lat kulturą rosyjską.

Kadr z filmu „Mój wiek XX” (1989, Węgry, reż. Ildikó Enyedi)

Rozmawiała Anna Swietłowa

AS: Czy listopadowa wyprawa do Petersburga była dla Pani pierwszym spotkaniem z naszym miastem?

DS: Tak, byłam tam po raz pierwszy. Dobrze, że wprowadzono teraz system wiz elektronicznych, dzięki temu szybko i łatwo dostaje się pozwolenie na wjazd, poza tym miałam zaproszenie od bardzo wiarygodnej instytucji. Wykorzystałam okazję, by tam pojechać, pomimo ogromu obowiązków, ponieważ zawsze o tym marzyłam. Oczywiście, słyszałam wielokrotnie, że to miasto jest piękne, że ma ciekawą historię i wspaniałą architekturę. Kojarzy mi się też z tyloma bliskimi mi autorami, Fiodorem Dostojewskim, czy bliżej: Josifem Brodskim, Anną Achmatową. Są to pisarze, bez których nie wyobrażam sobie życia.

AS: A mówią, że listopad jest najgorszym miesiącem, żeby odwiedzić północne strony…

DS: Właśnie, już wracając, przypomniałam sobie eseje petersburskie Josifa Brodskiego i zrozumiałam, że mogłam trafić na dużo gorsze warunki pogodowe: mogło być wilgotno, zimno. To nie był jeszcze ten czas „Newy skutej lodem”. Dni okazały się łaskawsze niż prognozy przewidywały, a wieczorami robiło się obłędnie pięknie. Byłam szczęśliwa!

AS: Bardzo się z tego cieszę! W jakich wydarzeniach udało się Pani wziąć udział – w ramach Forum Kultury, ale nie tylko?

Okrągły stół „Współczesny teatr: problemy i osiągnięcia”. Foto: Wiktoria Daniłowa

DS: Byłam zaproszona do udziału w tak zwanym okrągłym stole, gdzie wymienialiśmy się doświadczeniami na temat problemów i wyzwań współczesnego teatru rosyjskiego i polskiego.  Dyskusja odbyła się w bardzo ciekawym składzie, poznałam tam na przykład Pana Grigorija Zasławskiego – Rektora GITIS-u (ГИТИС, Rosyjski Uniwersytet Sztuki Teatralnej w Moskwie – AS). Już teraz dostałam od nich list o możliwościach współpracy. Pojechałam do Petersburga również dlatego, że bardzo mi zależało na odświeżaniu istniejących od dawna kontaktów z uczelnią aktorską… ona się teraz nazywa Instytut Sztuk Scenicznych?

AS: Tak, Rosyjski Państwowy Instytut Sztuk Scenicznych (ros. РГИСИ). Ale jeszcze kilka lat temu nazywał się Państwowa Akademia Sztuk Teatralnych.

Dorota Segda z Profesorem Aleksandrem Czepurowym. Foto: Tatiana Malinowska

DS: Jest to bardzo zabawne, ponieważ my w międzyczasie też zmieniliśmy nazwę, ale odwrotnie: z Instytutu na Akademię, przez co na początku nie mogliśmy się połapać w tym całym nazewnictwie. W każdym razie kontakty z petersburską uczelnią były jednym z priorytetów mojej podróży i bardzo się cieszę, że wszystko się udało. Spotkałam się i z Panią Rektor Natalią Pachomową i z Panem Profesorem Aleksandrem Czepurowym. Opowiedziałam im o naszej szkole, o możliwości wymiany pedagogów, co nas w tej współpracy interesowałoby najbardziej. Zobaczyłam też przepiękny spektakl studencki Nasza klasa według tekstu Tadeusza Słobodzianka, po czym odbyłam wzruszające spotkanie z młodymi aktorami, którzy w nim grają. Był to kurs profesora Wieniamina Felsztyńskiego, więc przy okazji poznałam też jego. On kiedyś bywał u nas tutaj, w Krakowie… Trochę zapomniały nasze uczelnie o sobie, ale mam nadzieję, że to naprawimy.

Postanowiłam zaprosić Naszą klasę Krakowa. Szczęśliwie okazało się, że Kraków i Petersburg są miastami partnerskimi! Mam nadzieję, że to odkrycie pomoże nam w nawiązaniu współpracy. Miasto Kraków już przeznaczyło sporą sumę na pokrycie kosztów pokazania spektaklu na naszej scenie w Akademii Sztuk Teatralnych. Instytut też obiecał przeznaczyć pewne środki na pokazanie u nas swojego dyplomu. I tak krok po kroku działam… Mamy już konkretną datę w czerwcu i wierzę, że uda się urzeczywistnić moje marzenie o polsko-rosyjskiej teatralnej wymianie artystycznych wizji młodych aktorów i reżyserów.

„Nasza Klasa” Tadeusza Słobodzianka w wykonaniu studentów Rosyjskiego Państwowego Instytutu Sztuk Scenicznych w Petersburgu, Foto: учебный-театр.рф/nashklass

AS: Czy wyczuła Pani, że dla studentów spotkanie z Panią jako przedstawicielem innej szkoły teatralnej było ważnym doświadczeniem?

DS: Studenci chyba byli bardzo przejęci, ale jako aktorka potrafię to sobie wyobrazić: oto przyjeżdża rektor uczelni z innego kraju – w dodatku z kraju, o którym mówi odgrywana przez nich sztuka… Zresztą, jeden ze studentów w grupie był Polakiem. Byli bardzo ciekawi naszego zdania. Byłam tam z naszymi pedagogami, Panią Katarzyną Małachowską i Panem Bartkiem Cieniawą, którzy w ramach forum prowadzili warsztaty świadomości ciała. Pan Cieniawa w ogóle jest rusycystą z wykształcenia, dobrze mówi po rosyjsku… Tak na marginesie, okazało się, że ja też nieźle mówię w tym języku, dobrze sobie poradziłam!

AS: Pamięta Pani język rosyjski jeszcze ze szkoły?

DS: Tak, uczyłam się rosyjskiego przez wiele lat. Potem spotkałam się z wybitnym aktorem rosyjskim Olegiem Jankowskim w węgierskim filmie Mój wiek XX; wtedy spędziłam z nim na planie wiele tygodni, rozmawialiśmy ze sobą po rosyjsku. Kiedyś używałam tego języka, może rzadko, ale teraz, po paru dniach w Petersburgu czułam, że mam go mocno we krwi. Było to bardzo przyjemne uczucie.

Z Olegiem Jankowskim w filmie „Mój wiek XX”

AS: Czy było coś, co Panią zaskoczyło w tym spotkaniu z kulturą rosyjską, ze środowiskiem teatralnym po dłuższej przerwie?

DS: Niestety, miałam za mało czasu, żeby zobaczyć więcej przedstawień rosyjskich. W Polsce taka możliwość trafia się bardzo rzadko; raz widziałam przedstawienie Lwa Dodina w Rumunii, na festiwalu w Bukareszcie. Tym razem zobaczyłam tylko spektakl Waleriego Fokina Wasz Gogol. Zabrakło mi bliższego kontaktu z teatrem rosyjskim, aby stwierdzić, że coś mnie zaskoczyło. Nawet na uczelni zobaczyłam sztukę polską, nie rosyjską… Ale czy ja w ogóle mogę mówić o zaskoczeniach? Przecież spodziewałam się spotkać ludzi, z którymi mam wiele wspólnego. Jeżeli kocham poezję Achmatowej i będąc w jej mieszkaniu na Litiejnym Prospekcie płaczę, słuchając jej wierszy… Jeżeli żałuję, że nie mogę zobaczyć domu, gdzie mieszkał Josif Brodski, nad którego poezją pracuję ze studentami i którego wiersze znam na pamięć… Nie mówiąc już o tym, że debiutowałam rolą Soni ze Zbrodni i kary w przedstawieniu Andrzeja Wajdy. Kultura rosyjska jest mi tak bliska! Oczywiście, jestem ciekawa ludzi, którzy ją tworzą, ale nie spodziewam się tu ogromnych zaskoczeń – po prostu chcę ich poznać.

AS: Niekiedy można spotkać się z opinią, że rosyjska szkoła teatralna ciągle jest zbyt zapatrzona w przeszłość, a wszelkie nowatorskie podejścia uważa za kontrowersyjne. Czy w dyskusji przy okrągłym stole, przy rozmowach z wykładowcami i studentami rzeczywiście wybrzmiewał ten problem?

DS: Rozmawiając z Panią Rektor i ze studentami, zrozumiałam, że bardzo interesowałyby ich współczesne metody pracy nad rolą, wykorzystywanie nowych metod w nauczaniu młodych aktorów, na przykład metody improwizacyjnej. U nas w szkole są one obecne od lat. Czułam, że na petersburskiej uczelni ludzie są tego bardzo ciekawi, czyli chyba im tego brakuje. Ja z kolei bardzo chętnie zaprosiłabym tutaj rosyjskich pedagogów na warsztaty przybliżające szkołę Stanisławskiego, która nam jest znana bardzo wyrywkowo. Trudno mi oceniać teatr, bo za mało widziałam… Ale kiedy rektor GITIS-u mówił podczas forum, czułam, że bardzo chciałby otwierać się na współczesność. Więc może to się zmienia w teatrze rosyjskim właśnie teraz?

AS: Z tego, co obserwuję, współczesne tendencje przebijają się przez działalność pojedynczych mistrzów. Cały czas mamy ten system, w którym mistrz, wybitny aktor czy reżyser, jest odpowiedzialny za cały proces edukacji swojego kursu. Niektóre roczniki tworzą później swoje studia, nawet teatry: w Moskwie, na przykład, są teatry tworzone przez uczniów Dmitrija Brusnikina, Kiriłła Sieriebriennikowa – i one są jak najbardziej nowatorskie.

DS: Właśnie, bardzo podkreślałam w czasie rozmowy przy okrągłym stole, że odeszliśmy w Polsce od szkoły mistrzowskiej, ponieważ w teatrze współczesnym aktor musi być bardzo elastyczny, znać różne metody pracy, różne nurty, nie bać otwierać się na nowe… Byłam też jedyną osobą, która tak dużo mówiła o rozmowie teatru współczesnego z rzeczywistością, o zabieraniu głosu w sprawie najważniejszych problemów społecznych, politycznych. Mój głos był jedyny w tej dyskusji, a dla mnie są to tematy niezwykle istotne.

AS: To miało być moje następne pytanie – o zaangażowanie polityczne ludzi sztuki. Ten temat jest obecnie często poruszany w Rosji. Wielu aktorów próbuje się wycofać z bieżących spraw, mówią: „jesteśmy od sztuki, nie możemy się angażować, jesteśmy apolityczni”. Otwarty sprzeciw systemowi wyrażali dopiero po takich głośnych wydarzeniach, jak Sprawa Teatralna Kiriłła Sieriebriennikowa albo zatrzymanie aktora Pawła Ustinowa podczas protestów w Moskwie. Czy dobrze rozumiem, że Pani zdaniem takie świadome odseparowanie sztuki od polityki jest niemożliwe?

DS: Jest zupełnie niemożliwe, ponieważ sztuka jest właśnie rozmową ze światem. Ma odpowiadać na najważniejsze pytania o śmierć, o miłość, ale też o porządek społeczny, o niesprawiedliwość, o równouprawnienie… Nie wyobrażam sobie, żeby artyści nie sprzeciwiali się złu – to jest podstawowe zadanie sztuki, a my ją niesiemy w świat! Myślę, że w Polsce teatr spełnia ową funkcję dość widocznie. Rozmawiałam o tym w Petersburgu ze studentami, którzy grali umarłą klasę. Nie było to dla mnie łatwe z punktu widzenia, powiedzmy, ideologicznego: że akurat młodzi Rosjanie opowiadają mi zbrodniach, które mają na sumieniu Polacy. Myślę, że Rosjanie też mają w swojej historii sporo grzechów do napiętnowania i zagrania – ale cóż, wzięli sztukę Słobodzianka i zagrali ją pięknie. Starałam się z nimi rozmawiać o ich obowiązkach jako artystów, aby zawsze mówić otwarcie o wszystkim, co ich w świecie niepokoi.

W spektaklu „W środku słońca gromadzi się popiół”, 2014 – Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie. Foto: Magda Hueckel, http://www.encyklopediateatru.pl/

AS: A czy w Polsce również jest widoczny spór (głównie pokoleniowy, ale nie tylko) o podstawową rolę teatru: czy ma on być przyjemną rozrywką, która nie może zbytnio zaskakiwać, czy przeciwnie – ma pobudzać do refleksji, a nawet szokować?

DS: Są widzowie, którzy się nie zgadzają z takim czy innym podejściem, ale temu też służy sztuka: aby ktoś mógł wykrzyczeć swoje „nie!”. Nie widzę powodów, żeby formułując cele sztuki mówić, że ten teatr jest gorszy, a ten lepszy. Równie dobrze może służyć do czystej rozrywki (a zagrać dobrze śmieszną farsę wcale nie jest łatwo), jak i do zadawania właśnie tych najważniejszych pytań i wystawiania z szacunkiem tekstów klasycznych. Może też służyć do wystawiania współczesnej dramaturgii, która często ma charakter publicystyczny. Właśnie to mam na myśli, gdy mówię, że aktorzy mają być elastyczni, aby umieć odnaleźć się w różnym repertuarze. Oni sobie wybiorą, w jakim teatrze chcą grać, a może los im nakaże, bo nie zawsze aktor ma komfort wybierania sobie roli… Cieszę się, że w Polsce jest teatr i taki, i taki. Grając w przedstawieniach, które zabierają głos w sprawach politycznych, uwielbiam sobie pojechać, na przykład, do Och‑Teatru w Warszawie i zagrać czarną komedię.

Właściwie z tych rzeczy, które słyszałam przy okrągłym stole, na jedno nie mogę się zgodzić: że istnieje jakaś forma starego teatru i ona ma być przenoszona, jak naczynie, niezmiennie dalej. Dla mnie to jest tkwienie w muzeum teatru. Na przykład teraz robię z moimi studentami Oresteję Ajschylosa. Nie zmieniamy ani jednego słowa, ale znajdujemy tam całą współczesność. Wielka literatura ma w sobie potęgę mitów: przedstawia rzeczy, które dzieją się zawsze. W inscenizowaniu klasyki dla mnie najbardziej cenny jest jej dialog z widzem współczesnym. To nie znaczy, że ja muszę koniecznie przebierać bohaterów w dżinsy, raczej zastanowić się, na czym polega jej niezmienna aktualność.

W spektaklu „Śmierć Iwana Iljicza”, 1991 – Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie. Foto: Wojciech Plewiński, http://www.encyklopediateatru.pl/

AS: Kto z młodych twórców działających obecnie w polskim teatrze Pani zdaniem spełnia to zadanie najlepiej?

DS: Jednym z ważniejszych głosów, z którym mam szczęście pracować, jest Monika Strzępka. Ona teraz reżyserowała spektakl dyplomowy Święta Joanna. Tekst Johna Bernarda Shawa z 1923 roku o spalonej na stosie jeszcze kilkaset lat wcześniej Joannie d’Arc okazuje się przerażająco aktualny w dzisiejszej polskiej rzeczywistości. Mówi o tym, że przymierze ołtarza z tronem kończy się paleniem ludzi. Monika wydobyła z niego ten współczesny kontekst po prostu wspaniale. Jest sporo młodych reżyserów w Polsce, którzy wykorzystują testy klasyczne do bardzo daleko idących interpretacji, na przykład Michał Borczuch. Fantastycznie wystawiają teksty klasyczne Grzegorz Jarzyna, Krzysztof Warlikowski… ale to już są tytani, nie wiem, czy ich można wciąż zaliczać do młodych twórców.

AS: Jakie aspekty edukacyjne w kształceniu młodych aktorów czy reżyserów Pani, jako pedagog, uważa za najważniejsze?

DS: Właśnie staram się uświadomić studentom, że kultura jest oparta na ciągłości. Bez szacunku dla tradycji jesteśmy oderwani od korzeni i przestajemy być ludźmi w pełnym wymiarze człowieczeństwa. W związku z tym podstawą edukacji na mojej uczelni jest poznawanie różnych form teatru, jego historii, praca na klasycznych tekstach, granie wierszem. Natomiast dalszym krokiem jest umiejętność elastycznego myślenia. Sztuka zawsze jest forpocztą przemian społecznych, a nawet nauki, w związku tym teatr nie może zasklepić się w swoim muzeum, powinien szukać nowych form wyrazu, sposobów komunikowania się z widzem.

AS: Słyszałam, że w niektórych rosyjskich szkołach teatralnych na egzaminach wstępnych kandydaci są proszeni, aby „uważać na materiał współczesny”, bo nie wiadomo, co się w nim kryje, a klasyka jest bardziej niezawodna. Czy w polskich szkołach też można się z tym spotkać?

Kadr z filmu „Tato” (1995, Polska, reż. M. Ślesicki)

DS: No nie, wydaje mi się, że nikomu z nas nie przyszłoby to nawet do głowy! W zasadach podejścia do tego egzaminu mamy wręcz wymienione, ile trzeba mieć współczesnych tekstów. A jeżeli ktoś ma jasno określone poglądy i wybierze tekst, który je odzwierciedla, to bym się tylko ucieszyła. Często młodzi w ogóle nie posiadają poglądów, nie chodzą na demonstracje, nie interesują się polityką i tu akurat popełniają wielki błąd. Lubię więc, kiedy są bardzo aktywni w tej sferze społecznej. Moją misją jest sprawić, aby Akademii nie kończyli artyści w zakurzonych kostiumach siedzący w zakurzonych kulisach, tylko osoby inteligentne, świadome otaczającej nas rzeczywistości, ludzie o liberalnych poglądach. Nie mam tu na myśli umiłowania poszczególnych partii politycznych; chodzi mi o tolerancję, o postawę wobec drugiego człowieka, uczulenie na niesprawiedliwość, odwagę do piętnowania kłamstwa czy obłudy. Przecież sztuka zawsze do tego służyła, Molier kierował się podobnymi przekonaniami, gdy tworzył.

AS: A czy pamięta Pani swój egzamin na studia teatralne? Jaki repertuar przedstawiała Pani wtedy w pierwszej turze?

DS: Oczywiście, takich rzeczy się nie zapomina! Powiedziałabym, że to jest moja trauma. Mimo że dostałam się na studia aktorskie za pierwszym razem, mając 18 lat, moje samopoczucie po tym egzaminie kompletnie nie przystawało do efektu: byłam przekonana, że poszło mi okropnie i do niczego się nie nadaję. Ale skończyło się dobrze, więc dzisiaj już tylko uśmiecham się do tych wspomnień. Pamiętam, że recytowałam wiersz Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, wiersz Ewy Lipskiej (którą zresztą znam od lat i zawsze jej mówię, że dzięki niej dostałam się do szkoły teatralnej). A z tekstów klasycznych miałam chyba przygotowane fragmenty z Norwida i z Sienkiewicza.

AS: To już ostatnie pytanie, ale nie mogę nie poruszyć tej kwestii. Wracając do Pani debiutów i współpracy z Olegiem Jankowskim – jak go Pani zapamiętała?

DS: Oleg Jankowski mówił o sobie, że jest историей советcкого кино [historią radzieckiego kina – AS]. Może miał rację, natomiast powtarzanie tego w kółko sporo mówi o narcyzmie artysty. Potrafił być sympatycznym człowiekiem, ale jego ego było dla mnie w sposób śmieszny wyśrubowanie, a wręcz wywindowane w kosmos.

AS: Czyli kolejny ważny aspekt aktorskiej edukacji: artysta ma być świadomy własnej wartości, ale nie przesadnie?

DS: Tak, w tej szkole pracują najlepsze gwiazdy polskiego teatru i filmu, ale zachowują się raczej jak „antygwiazdy” i ta postawa jest dla mnie cenniejsza. Myślę, że kultura rosyjska temu egocentryzmowi bardziej sprzyja, bo tam znani aktorzy zawsze byli i do dzisiaj są wyniesieni na piedestał. Wie Pani, jestem bardzo znaną aktorką, ale jeżdżę starym samochodem, do pracy przyjeżdżam rowerem. Wolę, jak ktoś ma do siebie dystans i umie się z siebie śmiać, niż gdy postrzega siebie jako pępek świata.

AS: Dla nas to wciąż jest niezwykłe, gdy ktoś z aktorów zachowuje się tak bezpośrednio, bez poczucia wyższości…

DS: Tym się różnicie, może ktoś patrzy na to inaczej. No, ale jak mnie Pani pyta o Jankowskiego… musiałabym sporo nakłamać, żeby powiedzieć coś innego. W każdym razie z naszej współpracy powstał świetny film, jego reżyserka dostała wtedy nagrodę Golden Camera za najlepszy debiut w Cannes. A w 2018 była nominowana do Oskara za film Dusza i ciało, więc w różnych krajach odbywają się czasem retrospektywy jej filmów. Także my z Olegiem Jankowskim często „pokazujemy się” razem.

AS: Bardzo dziękuję za rozmowę!

Zdjęcie w tle: Tatiana Malinowska

Dziękujemy Bartkowi Cieniawie za pomóc w zorganizowaniu wywiadu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *