Daniił Granin o wojnie, przeciwnościach losu i niedoborze miłości

W noc na 5 lipca w Sankt Petersburgu zmarł Daniił Granin, rosyjski pisarz i eseista. Miał 98 lat, był honorowym obywatelem Petersburga. Autor tak znakomitych utworów, jak "Poszukiwacze", "Naprzeciw burzy", "Deszcz w obcym mieście", a także legendarnej "Księgi blokady", napisanej we współautorstwie z Alesiem Adamowiczem i opowiadającej o życiu w oblężonym Leningradzie.

Najważniejszym doświadczeniem w życiu pisarza była Wielka Wojna Ojczyźniana, która stała się jednym z głównych tematów jego twórczości. Zajmowała go też współczesność, jej dylematy społeczne i kulturowe, ale przede wszystkim prosty człowiek, który musi codziennie stawiać czoło przeciwnościom losu.

Ku pamięci Daniiła Granina publikujemy wybrane cytaty petersburskiego autora w naszym tłumaczeniu na język polski.

Trzeba traktować życie jako cud – dar Boży albo dar losu. A żyć tak, jak gdyby dzisiejszy dzień był najszczęśliwszy ze wszystkich. Na wojnie właśnie tak było. Był ostrzał, a ja przeżyłem! Żyję – więc jestem szczęśliwy! Później bywało różnie: czasem trudniej, czasem łatwiej. Ale ta myśl zawsze dodaje sił, zmusza mnie, aby żyć troszeczkę inaczej. Za mało cenimy życie, które zostało nam dane.

 

Przypomniało mi się, jak po raz pierwszy przyjechałem do Niemiec. To było w 1955 roku. Szedłem ulicami Berlina, widziałem ludzi w moim wieku i myślałem: „Mój Boże, przecież to jest spotkanie tych, którzy nie wcelowali!”

 

Gdy zaatakowali Niemcy, nam było trudno prowadzić z nimi wojnę, ponieważ ideologicznie byliśmy bezradni: uczyliśmy się niemieckiego w szkołach, Niemcy wydawały się nam bliższe, niż Francja, Anglia, a tym bardziej Ameryka. Ernest Telman, Karl Liebknecht, Rosa Luxemburg, ale też Goethe, Schiller, Beethoven – wszystkie te imiona były nam drogie. Nie chcieliśmy ich zabijać. „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!” – to przecież było niemieckie hasło! Ale gdy zobaczyliśmy pożary, szubienicy, całe okropieństwo wojny, zwłaszcza w momencie, kiedy zmykaliśmy przed Niemcami, zaczęło w nas budzić się to uczucie, które Puszkin kiedyś nazwał „wściekłością ludu”. To nie był łatwy proces, dopiero gdy rozpaliliśmy w sobie ową nienawiść,  byliśmy w stanie zabijać.

 

Nie chcę być autorytetem! Nie mam takich ambicji. To zakłóca pracę. Dzwonią, przeszkadzają. Nie potrzebuję całej tej sławy. Znałem ludzi, którzy cieszyli się ze swojej popularności, z tego, że rozpoznają ich na ulicy. Ale bardzo trudno jest być szczerym w stosunku do własnej sławy.

 

W społeczeństwie zawsze się dyskutuje o jakichś tam różnych sprawach. Przed rewolucją, na przykład, dyskutowali, czy koniecznie trzeba zachowywać dziewictwo przed zamążpójściem. Ciągle dyskutują o jakichś dziwactwach.

 

Człowiekowi brakuje niezależności. Jesteśmy konformistami. My wszyscy – zwłaszcza ludzie radzieccy, którzy mieli jedną ideologię i te same hasła – zbyt przyzwyczailiśmy się do kolektywu. Całe nasze życie, od mieszkania komunalnego poczynając i pogrzebem kończąc, mija w kolektywie. Przecież to nie jest normalne.

 

Głównym mankamentem naszego społeczeństwa jest niedobór miłości. Niedobór miłości do siebie nawzajem, brak kultu miłości, a przecież to właśnie miłość pobudza w nas szacunek do innego człowieka, pozwala zrozumieć, że człowiek sam w sobie jest cudem. Miłość pokazuje, jak piękny, jak dobry może być człowiek. A u nas istnieje on wyłącznie jako funkcja pracy i spełnienia pewnych obowiązków, jako elektorat bądź jednostka demograficzna. Popatrzcie, istniejemy jedynie w tej skali!

 

Z losem nigdy nie miałem ugodowych relacji. Ciągle kłóciliśmy się, a potem  godziliśmy się z powrotem.

Na materiale lenta.ru
Zdjęcie: Jurij Bielinski / TASS
Tłumaczenie z j. rosyjskiego: Anna Svetlova