Beata Zielewska-Rudnicka: «Współpraca z Gazetą Petersburską jest dla mnie dużą przyjemnością»

Współpraca z Gazetą Petersburską jest dla mnie dużą przyjemnością. Dzięki niej mogę aktywnie współuczestniczyć w życiu „polskiego Petersburga”. Do Petersburga pierwszy raz przyjechałam pięć lat temu. Wizyta ta miała charakter typowo turystyczny. Jednak już podczas pierwszego spaceru poczułam, że mogłabym tu żyć. Wystarczyło podzielić się tą refleksją z mężem i życzenie się spełniło. Tak naprawdę chcieliśmy być całą rodziną razem, a mąż właśnie zaczynał tu pracę. Wszystkie te okoliczności sprawiły, że we wrześniu 2007 roku przeprowadziliśmy się do Petersburga.
– Czy może powiedzieć Pani, że Petersburg stał się i Pani miastem?
 
Petersburg jest miastem kosmopolitycznym. Jest otwarty na świat. Każdego dnia ma dużo do zaoferowania jego mieszkańcom i gościom. Bogata oferta kulturalna, sportowa -to wszystko sprawia, że czuję się tu dobrze. Staramy się wykorzystywać wszystkie te możliwości. Uczęszczamy do teatrów, kin, na wystawy, imprezy sportowe. Doceniam to, że mogę mieszkać w Petersburgu.
– Interesują mnie losy Polaków w Petersburgu. Współczesne. Kilka słów o poznanym przez Panią polskim środowisku, jeśli można o takowym mówić w Petersburgu?
 
Spotykani przeze mnie Polacy to w większości młodzi i bardzo aktywni ludzie. Przyjeżdżają tu na studia, a także pracują głownie, jako wysoko cenieni specjaliści i menadżerowie. To ludzie, którzy mają świadomość, że przyjechali tu na chwilę. To emigracja zarobkowa. Są otwarci na kulturę i historię miasta. Aktywnie zwiedzają i uczą się języka rosyjskiego. Dalecy są od stereotypów i przesądów. Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się, że spotkam tak wielu rodaków. Miejscem, gdzie widujemy się najczęściej jest kościół św. Katarzyny przy Newskim Prospekcie. Co niedzielę podczas polskiej mszy można spotkać się z wieloma z nich.
– Zapewne często ma Pani okazje do zwiedzania miasta, bywa Pani w teatrach. Czy wybiera Pani polonica?
 
Jestem w Petersburgu czwarty rok i wciąż nie nasyciłam się kulturą rosyjską. Stąd zwykle z mężem przedkładamy repertuar rosyjski. Oczywiście, gdy usłyszeliśmy, że w Teatrze Komedii grają „Bal wampirów” oparty na filmie Polańskiego z chęcią zdecydowaliśmy się go obejrzeć. Interesuję się wszystkim, co pojawia się „polskiego” w Petersburgu. Ciekawym wydarzeniem był dla mnie Festiwal Polskiego Filmu i spotkania z reżyserami i aktorami. Nie jestem obojętna na wydarzenia związane z polską kulturą, bo zawsze mnie to interesowało. Polska nie jest dla nas tak odległa przez fakt posiadania polskiej telewizji satelitarnej w domu.
– Pani córki uczęszczają do rosyjskich szkół. Poznają języki. Środowisko. Czy maja dużo koleżanek?
 
Ala i Ola uczęszczają do angielskiego przedszkola, gdzie realizowany jest równocześnie program rosyjski. Od trzech lat uczą się intensywnie rosyjskiego i angielskiego. Mają dużo rosyjskich przyjaciół. Jednak każdego roku na trzy letnie miesiące wyjeżdżam z nimi do Polski. Dzięki temu utrzymujemy równowagę i dziewczynki mówią świetnie po polsku. Starsza córka rozpoczęła w tym roku naukę w polskiej szkole internetowej Libratus. Dzięki temu możemy realizować polski program przebywając tu w Rosji. Nie wiemy ile jeszcze tu będziemy stąd tak wielokierunkowa edukacja językowa. Dziewczynki świetnie czują się w Petersburgu. Często chodzimy do dziecięcych teatrów. Przed wakacjami miały okazje obejrzeć balet „Śpiącą królewnę”. Lada moment wybieramy się na „Dziadka do orzechów”.
– Co nowego w swoim życiu odnalazła Pani w Petersburgu, Rosji? Czy już są własne petersburskie ścieżki?
 
Petersburg to dla mnie okazja do dokładnego poznania języka, historii i kultury Rosji. Uważam, że przebywając tu jestem w pewnym sensie zobowiązana do poszerzania swojej wiedzy. Dzięki temu mogę lepiej komunikować się i rozumieć Rosjan. Dwa lata temu odbyłam półroczny staż naukowy na Wydziale Filozofii w Państwowym Uniwersytecie Petersburskim. Obecnie piszę książkę o rosyjskim personalizmie. Biorę udział w organizowanych tu konferencjach. Staram się być aktywna. Wielokrotnie spotkałam tu ciekawych ludzi kultury i nauki.
– Polska. Jak jest postrzegana z Petersburga?
Spotkani przeze mnie Rosjanie z dużym szacunkiem odnoszą się do Polski i Polaków. Po raz pierwszy, przebywając za granicą, czuję się Europejką. Polska postrzegana ze Wschodu to jak by nie patrzeć Zachód. Ale to określenie odnosi się nie tylko do położenia geograficznego, ale także do polskiej kultury i mentalności. Postrzegani jesteśmy bowiem jako integralna część kultury Zachodu. Polacy, przez pryzmat opinii Rosjan, okazują się sympatycznymi i otwartymi ludźmi.
– O czym opowiada Pani swoim znajomym, dzieląc się petersburskimi wrażeniami. Klimat, ludzie, polonica?
 
Kiedy mówię znajomym, że mieszkam w Rosji widzę w ich oczach zdziwienie, a kiedy mówię, że w Petersburgu dostrzegam – podziw. Najczęściej opowiadam, że dobrze się tu czuję, a wpływ na to ma miasto i ludzie. Zachęcam do przyjazdu na Białe Noce, do zwiedzania Petersburga i okolic. Mam wrażenie, że czasem chwalę się tym miastem, jakbym była jego rodowitą mieszkanką. Za każdym razem, gdy wracam tu po wakacjach zakochuję się w tym mieście od nowa.
Rozmawiała: Teresa Konopielko